Dorośli powinni brać odpowiedzialność za swoje porażki. Więc dziś przepraszam za własne. Za to, że nie umiałem właściwie informować i edukować. Chcę być właściwie zrozumiany. To nie są przeprosiny w imieniu wszystkich dziennikarzy. I nie wszyscy dziennikarze powinni przeprosić. Mówię to we własnym imieniu.
REKLAMA
Byłem współudziałowcem serii porażek. Jestem liderem środowiska, które mieszało w wynikach wyborów, podkręcało obawy przed zagrożeniem terrorystycznym, żywiło się kontrowersjami i jednocześnie nie zauważyło wielkich zmian w kraju.
Od wielkiego kryzysu gospodarczego, przez opis naszej pozycji, do wskazania zagrożeń i wyzwań, jakie przed nami stoją. Jestem liderem przemysłu, który odwracał Waszą uwagę ze zręcznością sztukmistrza w czasie, gdy tysiące żołnierzy wysłaliśmy na zagraniczną wojnę.
Powód mojej porażki nie jest tajemnicą. Biliśmy się o oglądalność. W początkach komercyjnej telewizji władze pozwoliły stacjom używać publicznego dobra, jakim są częstotliwości w eterze do nadawania swoich programów w zamian za pewne publiczne zobowiązania. W ustawach zapisano, że opinia publiczna dostanie od stacji określony czas dziennie na programy informacyjne. Władza jednak zawiodła i nie uwzględniła w prawie jednego zapisu, który na lepsze zmieniłby debatę publiczną. Zapisu o tym, że w okolicach programu informacyjnego nie mogą być nadawane reklamy.
Władze zapomniały powiedzieć, że nadawcy mają 23 godziny podczas doby, żeby robić w nich pieniądze, a jedną godzinę mają przeznaczyć dla nas, dla widzów. I to spowodowało, że wszyscy prowadzący programy informacyjne robią w tym samym biznesie, w którym pracują ekipy reality show i innych programów rozrywkowych. To było dobre dla nas, ale właśnie z tego biznesu się wycofujemy. Wypisujemy się z tego cyrku.
Od tej chwili, decydując o tym, jakie informacje Wam przedstawimy, będziemy się kierować tylko jednym kryterium: nic nie jest ważniejsze dla demokracji, niż dobrze poinformowani wyborcy. Dlatego będziemy walczyć, by przedstawić informacje w szerszym kontekście. Będziemy mistrzami faktów i śmiertelnymi wrogami spekulacji, insynuacji, przesady i nonsensu.
Nie jesteśmy kelnerami w restauracji, którzy podają ci historie które zamówiłeś tak, jak je zamówiłeś. Nie jesteśmy komputerami serwującymi wyłącznie fakty. Bo fakty znaczą tylko w kontekście innych wydarzeń.
Nie będę ukrywał moich osobistych poglądów. Będę robił wszystko, by przedstawić Wam opinie, które są rożne od mojej.
Taki oświadczenie wygłosił prowadzący wieczorny dziennik telewizyjny w ostatnim odcinku serialu "Newsroom". Jeff Daniels gra w nim doświadczonego dziennikarza Willa McAvoy'a, który pewnego dnia postanowił zerwać z kieratem słupków, głupich newsów, żółtych pasków dla podkręcenia oglądalności. Zaczął mówić o tym, co naprawdę ważne, przedstawiać fakty i unikać bzdurnych newsów. Już stracił 7% oglądalności swojego programu, a prezes telewizji grozi, że wyrzuci go z pracy, jeśli błyskawicznie nie przywróci programu do poprzedniego stanu.
Serial jest oczywiście fikcyjny. Pokazywane w nim zdarzenia - wojny, wybory, katastrofy, są prawdziwe. Prawdziwe są też opisy zachowań mediów. W amerykańskiej telewizji jest jeszcze gorzej niż w naszej, bo reklamy przerywają program informacyjny. W naszej są jednak przed nim i po nim, przed sportem i pogodą. Kierat oglądalności jest realny i odczuwalny.
"Newsroom" jest naiwny. Zastanawiam się, czy Aaron Sorkin wierzy, że jakikolwiek anchor jakiegokolwiek programu mógłby powtórzyć na antenie, to co McAvoy.
Czy mogłoby się to zdarzyć w Polsce? Czy przeprosiny McAvoy-a przeszłyby przez usta jakiemukolwiek prowadzącemu wieczorny program telewizyjny? Wszyscy chyba czujemy, że fikcyjny opis z amerykańskiego serialu opisuje nie tylko amerykańskie media. A medialna obsługa matki Madzi jest ostatnim tego przykładem. Przepraszam, nie ostatnim. Później były kolejne dzieci, których imion już nie pamiętam.
Z drugiej strony, jak widzowie przyjęliby to zdanie: Nie jesteśmy kelnerami w restauracji, którzy podają ci historie które zamówiłeś tak, jak je zamówiłeś. Pewnie zagłosowaliby pilotami i zmienili stację.
Zostawiam to na [Waszym zdaniem]. Czy Aaron Sorkin jest ostatnim naiwnym głupcem, który sądzi że wielkie media mogą być lepsze? Zwłaszcza największe telewizje, bo one rzeczywiście korzystają z publicznego dobra, jakim są częstotliwości. Czy "Newsroom" jest bajką na dobranoc dla dziennikarzy?
