Gdy dowiedziałem się o Tomaszu Lisie w Newsweeku, pomyślałem czule o jednej konkretnej osobie. O Piotrze Zarembie i jego felietonie z wpolityce. Tekst Zaremby dowodzi, jak ryzykowne jest ideologiczne prognozowanie przyszłości. Nie jest to oczywiście tylko feler redaktora Zaremby.
REKLAMA
Serwis wpolityce był tym, który z wielką pewnością informował o prezesurze TVP dla redaktora Lisa. Okazało się to niezgodne z prawdą. I to tak delikatnie pisząc.
Podobnie jak kilka twierdzeń w felietonie redaktora Zaremby.
To zdanie na przykład: "Lis nie ma już za bardzo dokąd pójść: pokłócony z wszystkimi medialnymi inwestorami, a przynajmniej nie budzący w nich zbytniej ufności."
Hm...Z komunikatu Ringier Axel Springer Polska wynika coś innego. Bije z tego tekstu ufność, że Lis potrafi zrobić z Newsweeka tygodnik numer 1 na rynku.
A może ta opinia redaktora Zaremby?
"Któryś z medialnych magnatów mógłby się jeszcze złamać i zaoferować coś Lisowi, ale ten zakochany w sobie człowiek chyba już takiego powrotu do tej samej rzeki sam nie chce."
Cóż, trzy tygodnie po tym, gdy redaktor Zaremba opinię sformułował, okazała się ona nieprawdziwa. Lis chciał.
A może to: "Lisowi pozostanie dłubanie przy portalu z garstką wychodźców z "Wprost"."
Znów nietrafione. Żaden z autorów Wprost nie pisze dla naTemat.
Nieczęsto zdarza się tak szybka weryfikacja dziennikarskich prognoz, jak ta w przypadku redaktora Zaremby. Nieczęsto zdarza się też tak jednoznaczna.
