Śmiał się z prezy­den­ta, grozi mu pięć lat.
Śmiał się z prezy­den­ta, grozi mu pięć lat. Fragment gry "Zlej Komora" YouTube

Czy pochwalam znieważenie prezydenta? Nie, nie pochwalam, nie popieram i nie podoba mi się. Czy jednak każdy powinien mieć prawo znieważyć, obrazić, obśmiać, wyszydzić prezydenta, premiera, ministra, posła? Tak, sądzę że powinien. Dlatego wyrok na Antykomora uznaję za niebezpieczne ograniczenie wolności słowa.

REKLAMA
Jedno z wydawnictw przysłało mi właśnie książkę Marka Wałkuskiego - amerykańskiego korespondenta Polskiego Radia. Marek siedzi w Stanach od 10 lat i napisał całkiem poważną pozycję tłumaczącą, jak Ameryka działa. Jest w niej taki fragment:
W Stanach Zjednoczonych można bezkarnie głosić poglądy antysemickie, wydawać faszystowskie pisemka, a także obrażać prezydenta kraju i wszystkich jego ministrów. Polityk czy celebryta ma niewielkie szanse na wygranie procesu o zniesławienie z gazetą czy stacją telewizyjną. Wyrażanie opinii jest w USA całkowicie bezkarne, nawet jeśli ktoś czuje się nim głęboko dotknięty. Nie ma też mowy o karaniu za tzw. mowę nienawiści.
Sądowe ściganie antysemityzmu, rasizmu, mowy nienawiści wydaje mi się akurat w Europie właściwe. Sądowe ściganie Antykomora za znieważanie i obrażanie prezydenta RP wydaje mi się niedopuszczalnym ograniczaniem wolności słowa. Nie zrobiłbym tego, co Antykomor. Ale wierzę, że powinien mieć on prawo napisać to co napisał. Nawet jeśli są to głupoty. Prezydent Komorowski ma kilka sposobów, by bronić "powagi" i majestatu swojego urzędu. Nie potrzebna mu pomoc gorliwego prokuratora i sędziego z Piotrkowa Trybunalskiego. Humor Roberta F. jakoś mnie nie bawi, podobnie jak nie tarzałem się ze śmiechu, gdy Janusz Palikot obrażał Lecha Kaczyńskiego. Posłowie PiS uważali wtedy, że Palikota należy ścigać. Dziś przedstawiają Antykomora jako ofiarę reżimu Tuska.
Tymczasem wolność słowa jest czymś co musi uwierać. Czymś, co akceptujemy, co popieramy, o co walczymy nie tylko wtedy, gdy na niej korzystamy. Także wtedy, gdy to nas obrażają. Sędzia w Piotrkowie Trybunalskim potraktował sprawę niepoważnie. Proces za zamkniętymi drzwiami to naruszenie prawa opinii publicznej do obserwowania sprawy, która w najwyższym stopniu dotyczy praw właśnie opinii publicznej.
Piszę to w dniu, w którym pojawiła się jeszcze jedna informacja wskazująca, że wolność słowa nie jest w Polsce konceptem rozumianym nawet przez osoby wykształcone i obyte. Otóż przeczytałem, że firma jednego z najbogatszych Polaków używa prawników, by usunąć z internetu niewygodny filmik. Firma, po informacjach mediów zdanie zmieniła, przysłała przeprosiny:
"Kolizja, która miała miejsce, wywołała negatywny efekt wizerunkowy, stąd nieprzemyślana i nadgorliwa reakcja spółki, za którą, w imieniu LC Corp, serdecznie przepraszam internautę, Pana Krzysztofa"
Sprawa jednak pokazała, że koncept wolności słowa nie jest w Polsce zbyt głęboko zakorzeniony. Także dlatego wyrok na Antykomora jest tak szkodliwy. Podmywa bowiem przekonanie, że Polska to wolny kraj wolnych obywateli.