Grzegorz Miecugow zabrał głos w sprawie kondycji mediów gorzko wypominając widzom, że nie spełniają Jego wysokich oczekiwań. Czyli rozmowy o mediach nie posunął nawet o krok.

REKLAMA
Wśród tematów, o których Polacy nie umieją rozmawiać na pierwszym miejscu są pieniądze. Niby odrobiliśmy lekcję kapitalizmu. Handlowaliśmy w ulicznych szczękach, staliśmy w kolejkach po akcje prywatyzowanych firm, nauczyliśmy się ciężko pracować, korzystać z kredytów hipotecznych, kart kredytowych, lokat i czasem nawet bardziej skomplikowanych instrumentów finansowych. Mimo to nadal na rodzinnym obiedzie o pieniądzach rozmawiamy ze skrępowaniem, o ludziach mających pieniądze niechętnie. Nadal wydaje nam się, że istnieją darmowe lunche. Tymczasem nie ma ich nigdzie. "Nigdzie" oznacza, że nie ma ich także w mediach.
Grzegorz Miecugow zaproponował rozmowę o mediach. Dla mnie jest to rozmowa o pieniądzach, nie o misji, nie o widzach, nie o dziennikarzach.

Grzegorz Miecugow o mediach

Dziś największą słabością mediów jest odbiorca. Gdy mówimy o tabloidyzacji mediów, to mówimy właśnie o tabloidyzacji odbiorców. Na rynku nie można abstrahować od tego, czego chce widz. To, że filmy Woody`ego Allena chodzą po godzinie 23, to nie jest wybór właściciela telewizji. To wybór widza, który chce o 20.00 oglądać rozrywkę przaśną. Telewizje komercyjne zwracają się w stronę większości, która woli "naparzankę". CZYTAJ WIĘCEJ


Grzegorz Miecugow jest rozczarowany tym, czego chcą "masy". Rozczarowanie wydaje mi się naiwne, a zdziwienie bardzo zaskakujące. Czyżby polskie "masy" miały niższy poziom niż włoskie? Czyżby niemieckie telewizje komercyjne nadawały programy rażąco wyższej jakości niż telewizje polskie? Sięgnąłem na wszelki wypadek po program RTL i obawiam się, że nie odkryłem w nim intelektualnej uczty.
Rozmawiając o mediach nie można przykładać szablonu czasów minionych. Co było, minęło. U Grzegorza Miecugowa pobrzmiewa rozczarowanie, że ludzie głosują pilotami. To samo poczucie ma pewnie polityk, który w wieczór wyborczy dowiaduje się, że wyleciał z Sejmu. Za Miecugowem mógłby powtórzyć: Największą słabością demokracji jest wyborca. Grzegorz Miecugow zaczynał karierę w innych czasach, media wyglądały inaczej, internetu nie było, gazety sprzedawały bez porównania więcej egzemplarzy niż dziś. Dziś odpowiedzią nie może być powrót do cudownych lat. Taki powrót nie jest możliwy. Nic innego niestety Miecugow nie zaoferował. Obawiam się zresztą, że chciał się po prostu podzielić frustracją.
Jeden z prezesów telewizji kodowanej (nie pamiętam czy HBO, czy Canal +) powiedział kiedyś, że w kanałach otwartych widz jest towarem, a tylko w kanałach płatnych widz jest klientem. Model reklamowy w telewizji jest oparty na oglądalności (AMR) i udziale w rynku (SHR) najlepiej w grupie komercyjnej, czyli 16-49 w dużych miastach. Każda stacja chce tego widza jest mieć jak najwięcej, bo zarząd każdej stacji, chce dla swoich akcjonariuszy/właścicieli zarobić najwięcej pieniędzy.
Grzegorz Miecugow obciążył odpowiedzialnością widzów. Równie dobrze mógłby obciążyć odpowiedzialnością prezesów. Pójść i zapytać: Dlaczego wolicie zarobić więcej, a nie mniej. Grzegorzu - dlatego, że każdy zarząd komercyjnej firmy chce zarobić więcej a nie mniej. Zwłaszcza w firmie, która poważnie inwestowała, ma spore długi, w czasach wielkiej zmiany modelu biznesowego mediów. To oczywiste.
Naprawdę jest tak, że w wielkiej debacie o polskich mediach znamy już odpowiedź na pewnie wszystkie pytania. Tylko że pewnych rzeczy nie mówimy głośno. Pamiętacie oburzenie, jakie wywołała minister Mucha swoją opinią, że pewnej grupie pacjentów nie warto wszczepiać kosztownych protez. Ja uważałem, że powiedziała rzecz oczywistą: W Polsce nie stać nas żeby każdemu w każdy sposób gwarantować najwyższy standard zdrowia. Jeśli chcemy to robić - podnieśmy kilkukrotnie składkę.
Tak samo z mediami. Za wysoką jakość telewizji ktoś musi zapłacić. Skoro nie płaci widz, skoro na pewno nie będą dopłacały władze stacji, to musi zapłacić reklamodawca. Skoro reklamodawca płaci za ilość, to ilość musi dostać. I bardzo proszę - nie używajcie argumentu, że w Telewizji Publicznej widz płaci (abonament). Płaci mniejszość widzów. Więc misja, to mniejszość ramówki.
Grzegorz Miecugow utyskuje na telewizję, ja słyszę sporo utyskiwania na internet. Czasem potem okazuje się, że utyskują autorzy intelektualnych pism, które żyją z państwowych dotacji. Problem polega na tym, że życie z dotacji to słaba szkoła wolnego rynku. Tymczasem trzeba zacząć otwarcie rozmawiać o pieniądzach.
Model przychodowy w internecie jest jeszcze bardziej wymagający niż ten telewizyjny. I tu i tu użytkownik nie płaci za content. Ale w telewizji ważny jest przynajmniej kontekst. To przy jakim produkcie, to jakiej grupy docelowej reklamodawca kieruje swój przekaz.
W internecie tymczasem znalazłem dziś reklamę poważnej, prestiżowej firmy ubezpieczeniowej na absolutnie niepoważnym, całkowicie nieprestiżowym serwisie Wiocha
logo
Reklama PZU w serwisie wiocha.pl

Model przychodowy oparty jest na ilości, a nie na jakości. Promuje to serwisy masowe i nie szczególnie jakościowe. Gdyby na rynku telewizyjnym TVN mógłby wziąć za reklamę w TVN24 (prestiż) wielokrotnie więcej pieniędzy niż za reklamę w TVN, to w TVN24 dbałby o prestiż. Ale musi dbać o ilość. Gdyby serwisy internetowe mogły drogo sprzedać reklamę przy prestiżowych treściach, to takie treści by tworzyły. Jestem przekonany (mam dowody), że czytelnicy by takie treści czytali. Oczywiście nie byłoby ich wielu. Ale prestiż nigdy nie jest masowy. Jego siłą jest coś innego.
Media potrzebują menadżerów, którzy będą mieli odwagę pójść wbrew rynkowi. Którzy wyjaśnią rynkowi, że prestiż, że grupa docelowa są wartościami o takiej samej wadze, jak masa, jak liczba. Menadżerów którzy nie będą zwalali na widzów/czytelników/użytkowników, ale zaczną od próby zmiany rynku reklamy. Którzy tak jak szef AOL Tim Armstrong w Stanach Zjednoczonych zaryzykują giełdowe wyceny spółek, by zrobić coś przełomowego. Armstrong dwa lata temu ogłosił, że nowe formaty reklamowe AOL mają być przyszłością reklamy graficznej w sieci. Mają zakończyć odsłonowy model rozliczeń wydawców z reklamodawcami w serwisach wysokiej jakości.
Tylko tacy ludzie mogą zmienić media. Na rynku potrzebna jest wizja i odwaga. Oprócz menadżerów potrzebni są też politycy, którzy stworzą wreszcie system wsparcia dla misji. Może TVN także mogłaby z takiego funduszu korzystać, by wesprzeć niektóre produkcje. Może powinien powstać przejrzysty system zabiegania o państwowe granty na rzecz produkcji ważnych treści. I w telewizji i w prasie i w internecie.