Fot. Dawid Chalimoniuk/ Agencja Gazeta

RMF informuje, że z profilu Kancelarii Premiera na Facebooku administratorzy usunęli kilka tysięcy krytycznych wpisów. A krytykującym zablokowali możliwość dodawali nowym. Jeśli te informacje są prawdziwe, to duży szacunek dla administratorów KPRM. Zablokować 5 tysięcy osób, to jednak duży wysiłek. I jeszcze większy błąd.

REKLAMA
KPRM informuje: Niestety, od kilku dni, niektóre osoby wypowiadające się w komentarzach nie stosują się do standardowo przyjętej netykiety, m.in. piszą wulgaryzmy i spamują. Dlatego zdecydowaliśmy, że posty łamiące zasady netykiety będą usuwane.
Facebook nie jest anonimowy i jakoś nie chce mi się wierzyć, że aż 5 tysięcy osób pod własnym nazwiskiem pisało na profilu KPRM wulgaryzmy. Nawet zakładając, że mówimy o wpisach, a nie osobach, to osób musiało być co najmniej ile? Tysiąc? Minimum.
Kancelaria usunęła więc wpisy tysiąca osób. Przypomina mi się sytuacja, gdy Hilary Clinton pojechała na egipski plac Tahrir. Nie została tam dobrze przyjęta i nie była w stanie rozmawiać z protestującymi. Wróciła do Waszyngtonu i powiedziała współpracownikom: To się nie może tak skończyć, znajdźmy największy egipski portal społecznościowych, odpowiem na pytania jego użytkowników.
Tak też się stało. Clinton przez pół godziny odpowiadała na pytania portalu masrawy.com. Odpowiedziała na każde, który zadał jej dziennikarz portalu. I osiągnęła efekt. Przez następne tygodnie egipski internet żył tylko tym wydarzeniem.

Polski rząd powinien zmienić sposób komunikowania się z internautami. I przestać kasować komentarze. Chyba, że naprawdę wszystkie były wulgarne. Ale w to nie wierzę.