Pytanie mojego kolegi Łukasza Mężyka na Twitterze: "Który z posłów pierwszy wystąpi z mównicy w masce Anonymous", tylko trochę traktuję jako żart. W polityce dziś nie ma granicy happeningu. Spokojnie wyobrażam sobie Guya Fawkesa na mównicy na Wiejskiej.

REKLAMA
Bez rekwizytu nie robi się dziś polityki. I naprawdę nie dotyczy do tylko Janusza Palikota. On jest naczelnym kapłanem nowej wiary, do zakonu której chcą wstąpić wszyscy. Nawet ci, którzy publicznie ogłaszają, że kapłan powinien spłonąć na stosie.
Tylko dziś politycy Solidarnej Polski wystąpili na konferencji w Sejmie z zaklejonymi ustami:

Posłowie Ruchu Palikota założyli maski na wejście Donalda Tuska na salę:

A na konferencji PiS Bolesław Piecha demonstracyjnie powoli wyciągał okulary, by następnie wyciągnąć i pokazać wszystkim kartę z informacją o kosztach leczenia przysłowiowego pana Ryszarda.
Zwracam uwagę, że to zabiegi w dwóch partiach głośno sprzeciwiających się politycznemu marketingowi. Inna sprawa, że nie pomogą wyciągane z kieszeni kartki, gdy na transmitowanej przez wszystkie telewizje telekonferencji ze Stanami Zjednoczonymi, nie udaje się zrobić banalnie prostego połączenia wideo Skype.
W polityce padły już wszystkie najmocniejsze słowa. Gdy zarzuca się zdradę, zaprzaństwo, chce stawiać przed trybunałami za szkodzenie polskiej racji stanu, porównuje do Stasi, to żadne nowe słowo nie ma już znaczenia. Gdy przez lata się krzyczy, coś mówione normalnym tonem umyka uwadze.
Nie dotyczy to zresztą tylko polityki. Portale od lat podkręcają tytuły, więc teraz trudno jest dać tytuł normalny. Normalny znaczy błahy, nudny i niezauważony.
Trzeba więc iść w teatr i w gadżet. Za chwilę nie będzie konferencji w Sejmie, na której nie zostanie wyciągnięta jakaś kartka, albo uruchomiona prezentacja. Nie będzie przemówienia z mównicy bez wymachiwania jakimś przedmiotem. Kiedyś była to ręka, teraz gestykulacja jest dalece niewystarczająca.
Kultura stała się obrazkowa. Okazuje się, że dotyczy to wszystkich sfer życia. Zastanawiam się nad przyszłością. Kiedyś mówiono coraz głośniej, aż doszliśmy do momentu, że mocniej i ostrzej się nie da. Teraz wszyscy idą w gadżet, aż dojdą do momentu, gdy już większego gadżetu przynieść się nie da. Jeśli kapłan happeningów Janusz Palikot zapowiada ślub osób tej samej płci poprowadzony przez (pewnie klubowego) księdza, to co jeszcze można pokazać gawiedzi? Aborcję?
Politycy nie mają nam już prawie nic do powiedzenia. Niebawem nie będą mieli prawie nic do pokazania.
Co zrobią wtedy?