Kopanie leżącego jest zajęciem nieeleganckim i w sumie niepotrzebnym. Nad Rzeczpospolitą nie ma co się znęcać, choć jest to dzień ostatecznej utraty przez nią wiarygodności. Jest to też dzień, w którym ostatecznie zawaliła się narracja: stare media = wiarygodne, nowe media = śmieciowe. Informacje rzekomo bardzo poważnego dziennika okazały się śmieciowe. Można też podumać nad narodzeniem się dziś nowego zwierzątka: prawicowego leminga. Tak samo mało refleksyjnego i żywiącego się papką, jak leming liberalno, platformerski.

REKLAMA
Dziś bowiem poznaliśmy lepiej to zwierzątko. Prawicowy leming szybko i bezkrytycznie uwierzył w bzdury Cezarego Gmyza. Jeden leming za drugim dołączał się (jedni publicznie, inni po cichu) do wyznawców zamachowej teorii w Smoleńsku. Kilka dni temu zrobił to dziennikarz Piotr Skwieciński, dziś zrobił to dziennikarz Łukasz Adamski, pewnie wiele innych znanych i nieznanych podążyło tą samą drogą, słuchając i czytając bzdury o trotylu.
Leming był dotąd bezmyślnym, wilanowskim sympatykiem Platformy, który bezrefleksyjnie pałaszuje medialną papkę. Dziś zadziałało to w drugą stronę. Media zaczęły serwować absurdalną, zamachową, prawicową papkę, a lemingi zaczęły ją ze smakiem jeść. Mam chociaż nadzieję, że opis niestrawności zostawią dla siebie. Jak znam świat, to pewnie nie. Pochwalę przynajmniej PiS. Szybko zdjęli ze strony artykuł: To już pewne: zginęli w zamachu.
logo
Ze strony PiS szybko zniknął artykuł o zamachu Fot. Strona Pis.org.pl

Innym zabrakło tego refleksu. Ciekawe, że okazało się, że media tak samo sprawnie potrafią dostarczać papkę prawicowym i lewicowym lemingom. Największe telewizje informacyjne karmiły nas przez pół dnia zamachowymi czerwonymi i żółtymi paskami. Owszem, był w nich znak zapytania. Ale w gąszczu innych twierdzeń był bardzo ukryty.
Jest to ciekawy temat do rozmowy o starych mediach. Spotykam się co jakiś czas na panelach dyskusyjnych o starych i nowych mediach: o prasie i o blogerach. Tak się składa, że właśnie od dziennikarzy Rzeczpospolitej słyszałem ostatnio o niewiarygodności blogerów, internetu i nowych mediów. Redaktor Szułdrzyński z Rzeczpospolitej powiedział podczas rozmowy w Centrum Jana Pawła II, że blogerzy mogą być dobrzy jako siła robocza, która przeanalizuje dokumenty, ale nie jako zdobywcy informacji. Redaktor Wróbel stwierdził, że bloger to szalony Indianin w pióropuszu, który może stać przed prokuraturą i machać toporkiem, ale nic cennego z budynku nie wyciągnie.
I cóż się stało? Cezary Gmyz wszedł do prokuratury. Czy wygląda teraz naprawdę lepiej niż szalony Indianin w pióropuszu z toporkiem? Stawiam tezę, że dużo gorzej.
Razem z artykułem w Rzeczpospolitej możemy ogłosić kres wiarygodności nie tylko tego dziennika, ale i koniec jakiejkolwiek wiarygodnościowej przewagi starych mediów nad nowymi. Są lepsi dziennikarze i gorsi. Rodzaj medium przestał odgrywać znaczenie. Przypominam, że mówimy o Rzeczpospolitej. Rzekomo najpoważniejszym biznesowym dzienniku w Polsce. Dlaczego od dziś mam brać ekonomiczne i prawne teksty Rzepy poważniej, niż tekst Cezarego Gmyza o trotylu? Ten sam tytuł, ten sam naczelny, to samo kierownictwo.