W bardzo fajnej kampanii MSZ ambasador Orłowski od protokołu uczy na stronie internetowej ministerstwa zasad savoir-vivre'u. Od właściwie dobranego krawata z pewnością może zależeć wizerunek, a więc także dyplomatyczna skuteczność. Jestem tego pewien, bo widzę, że spory wpływ na polską politykę zagraniczną ma inny element ubiorą - czapeczka z Peru, którą założył kiedyś na głowę Donald Tusk, a która nadal na głowie premiera jakby siedzi. Premiera tak wtedy zabolały szyderstwa mediów i tak teraz boi się ich powtórki, że dalekie wyprawy zagraniczne ogranicza, albo ukrywa.

REKLAMA
Aleksander Kwaśniewski napisał dziś na blogu w naTemat, że gdyby był prezydentem, to zmieniłby priorytety polskiej polityki zagranicznej. Postawiłby na Unię Europejską, a zaraz po niej na pulsujący potężną gospodarczą energią nowy świat - przede wszystkim Azję i Afrykę.

Aleksander Kwaśniewski o nowych kierunkach polskiej polityki zagranicznej

Gdybym dzisiaj miał budować polską strategię, to powiedziałbym: numer jeden, to Europa. Numer dwa, to nowe centra polityczne i gospodarcze, czyli Chiny, Indie, Brazylia, Afryka. Na trzecim miejscu nasi najbliżsi sąsiedzi, nasz region i dopiero na miejscu czwartym Stany Zjednoczone. Amerykanie mogą być zawiedzeni taką klasyfikacją, ale przecież nie będą z tego powodu płakać. CZYTAJ WIĘCEJ


Donald Tusk wrócił niedawno z Azji. Był w Laosie na szczycie ASEM, wcześniej w jednym z najbogatszych państw świata w Singapurze. Na stronie Kancelarii Premiera nie można znaleźć wiele o tej wizycie. Kancelaria nie zapowiadała obszernie podróży Donalda Tuska, a z jej przebiegu napisała post factum tylko kilka komunikatów.
Rozmawiałem niedawno z jednym z organizatorów podróży Donalda Tuska. Wspominał o nastroju tajemnicy, w jakim utrzymywana była podróż, jej szczegóły organizacyjne, o utrzymującej się obawie w Kancelarii Premiera, że media znów wyszydzą jakąś czapeczkę Donalda Tuska, albo inny element jego stroju. Niemal konspiracja. Premier nie zabrał na miejsce dziennikarzy. A i tak Super Express ironicznie napisał: Premier Donald Tusk (55 l.) lubi podróżować. Tym razem wybrał się do Azji. a prawicowe serwisy ironizowały, że premier rozwiązał palący polski problem, bo podpisał w Singapurze umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania.
Tymczasem w Singapurze mieszczą się jedne z największych na świecie funduszy inwestycyjnych, firmy dysponujące setkami miliardów dolarów. Polska musi być bardziej aktywna w Azji i w Afryce. Tempo w jakim rozwijają się niektóre państwa dwóch kontynentów jest niebywałe. W prawie 40 milionowej Polsce jest około 50 tysięcy milionerów. W maleńkim Singapurze jest ich ponad 220 tysięcy. Singapur, Hong Kong, Szanghaj są centrami nie azjatyckich, ale światowych finansów. Polska musi mieć więcej pomysłu na Azję niż sprzedaż chińskich ciuchów w centrach handlowych.
Żeby Polska była tam bardziej aktywna (tegoroczna wyprawa do Azji nie była pierwszą Donalda Tuska. Był wcześniej w Indiach i Wietnamie) premier i minister spraw zagranicznych muszę zaangażować nieco opinię publiczną. Wyjaśnić dlaczego to jest ważne. Dlaczego warto wysyłać do Azji więcej dyplomatów (koszty!), otwierać nowe placówki (pieniądze z podatków!). Świat cały czas się zmienia. Zachodnia Australia na przykład przeżywa właśnie gospodarczy boom w związku z kopalniami rud żelaza, które jedna po drugiej powstają na północ Perth. Pracują w nich także polscy górnicy, tymczasem w Perth nie ma polskiego konsulatu i by załatwić sprawę trzeba jechać 4000 km do Sydney. Kopalniany boom z pewnością jest także szansą dla polskich firm produkujących sprzęt górniczy.
Rząd musi więc odegrać przed społeczeństwem, za pomocą mediów, rolę trochę edukacyjną. Może gdyby paru dziennikarzy przy okazji wizyty Tuska zobaczyło lotnisko w Singapurze, to z mniejszym podekscytowaniem pokazywaliby lądowanie jednego samolotu na lotnisku Okęcie. Bo Polskie Linie Lotnicze i Okęcie mają się do prawdziwych linii lotniczych i dużych lotnisk jak Kopydułkowo do Nowego Jorku. Trzymam kciuki, żeby to się zmieniło, ale zwracam uwagę, że jeden Dreamliner tego nie zmienia.
Donald Tusk musi więc przemóc obawę. Strach przed byciem wyśmianym marnie świadczy o szefie rządu dużego kraju. Tusk powinien wziąć dziennikarzy na pokład samolotu w wyprawie do Azji, albo Afryki, a nie przemykać potajemnie tych kilkanaście tysięcy kilometrów. Powinien podjąć trud wyjaśnienia, dlaczego obecność Polski bardzo daleko jest bardzo ważna. Powinien ściągnąć wreszcie tą nieszczęsną czapeczkę z Peru, którą wciąż na swojej głowie czuje.
Jednocześnie uważam, że reakcja mediów na tamtą słynną wyprawę do Peru była jedną z głupszych i bardziej dziecinnych w ostatnich latach. Szyderstwa o "Słońcu Peru" były przedszkolne, a reakcja szefa rządu na nie niestety nie bardziej dojrzała. Premier się na media obraził i dotąd mu nie przeszło. Przez co pachnie w Polsce prowincją.