W tym sezonie dobrze klikają się teksty o tym, że dziennikarze to idioci. Wywiad z Mariuszem Max Kolonko o dziennikarskiej "gównażerii" trafił do rocznego TOP20 Onetu. Robert Mazurek z opinią, że "większość dziennikarzy to kretyni" stoi kolejny dzień na głównej stronie Wprostu. Jest to skuteczna antypromocja dziennikarstwa, która dla antypromowanych będzie miała poważne skutki.

REKLAMA
Wyobraźmy sobie kolejnych lekarzy ogłaszających nie w branżowej prasie, nie na uniwersyteckich debatach, nie na zamkniętych spotkaniach samorządu, ale w najbardziej czytanych mediach, że "większość lekarzy to kretyni", to niedouczone tłumoki. Wyobraźmy sobie kolejnych poważanych prawników, którzy mówią do milionów czytelników, widzów, słuchaczy, że prawnicy to głupcy, którzy nie odróżniają paragrafów i nie wiedzą, co się w prawie dzieje.
Jakie byłyby skutki takiego PR-u? Podejrzewam, że katastrofalne. Spadające zaufanie do zawodów, spadający odsetek Polaków korzystających z pomocy prawnej, brak społecznego (w konsekwencji też politycznego) wsparcia dla ważnych dla środowiska lekarskiego spraw, na przykład podwyżek w szpitalach. Każdy zawód społecznego zaufania, żeby mógł się rozwijać potrzebuje społecznego zaufania. Gdy go nie ma, to zawód karleje, w końcu umiera.
Dziennikarstwo jest zawodem społecznego zaufania. Mimo to kolejni prominentni przedstawiciele zawodu, to zaufanie podkopują. Nie mam na myśli krytyki jednego dziennikarza przez drugiego, wytykania sobie wpadek, sporów jednego medium z drugim. W historii polskiej prasy od I wojny światowej dziennikarskich sporów było mnóstwo, niektóre przeszły do legendy, wydają mi się normalne w środowisku ludzi o mocnych przekonaniach i ostrych piórach. Mam na myśli całościowe opisywanie środowiska jako bandy kretynów, jak uczynił to redaktor Mazurek.
Robert Mazurek
Wywiad dla "Wprost"

Dziennikarze w Polsce nie tylko nie mają żadnych standardów etycznych, ale przede wszystkim są potwornymi kretynami, mówiąc wprost. Głupsi od dziennikarzy są tylko aktorzy. Poziom zaufania do dziennikarzy jest tak mniej więcej 3 metry poniżej gruntu.


Dobry dziennikarz trafia do ludzi. Boję się skutków trafienia do ludzi z antydziennikarskim przekonaniem. Bycie uznanym za "kretynów" nie przyniesie, jak być może wyobraża to sobie redaktor Mazurek, wielkiej jakościowej lustracji mediów, skoku jakości, powstania w prime time programów o polityce zagranicznej. Przyniesie raczej spadające nakłady gazet, oglądalności programów telewizyjnych, spadające wyceny dziennikarskiej pracy.
Dziennikarstwo jest zawodem, który jak pewnie żaden inny poza polityką podlega codziennej, ostrej ocenie opinii publicznej. Słuchajmy tej oceny, jeśli jest krytyczna (a często jest), to każdego dnia pracujmy lepiej, starajmy się bardziej. Przejmujmy się tym, co ludzie do nas piszą. Jednocześnie jako środowisko pokazujmy, to co wartościowe, to czym chcemy się pochwalić, z czego jesteśmy dumni.
Rafał Oracz napisał niedawno tekst, w którym wezwał wydawców prasowych do wspólnego mocnego programu promocyjnego. Oracz słusznie zauważył, że prasa robi sobie straszną antyreklamę publikując od lat kolejne teksty o tym, jak umiera.
Rafał Oracz
Artykuł w miesięczniku "Press"

Podobno drugie co do ważności prawo skutecznego biznesu brzmi: „Dobra reklama nie potrzebuje produktu”. W odniesieniu do rynku mediów, wydaje się że tą zasadą posługują się praktycznie wszyscy, tylko nie wydawcy prasy. Trudno znaleźć programy telewizyjne czy radiowe rozwodzące się tak jak dzienniki o spadku ilości swoich odbiorców.


Jeśli nasi użytkownicy, widzowie, czytelnicy, słuchacze nazwą nas "kretynami", bo rozczaruje ich nasza praca, to coż, sami będziemy sobie winni. Powinniśmy byli lepiej im służyć, lepiej dla nich pracować. Ale jeśli nazwą nas kretynami, bo ich o to wprost przez lata prosiliśmy, to naprawdę tymi kretynami będziemy.
Tak się złożyło, że wczoraj przyznano dziennikarzom nagrody. W Krakowie studenckie MediaTory, w Warszawie Kisiele. Gratuluję zwycięzcom. Jednocześnie ze smutkiem zauważam, że żadnej nagrody nie dostał internet. Studenci, którzy żyją teraz głównie on-line nie docenili serwisu 300polityka Łukasza Mężyka. Ja w Kisielach przegrałem w półfinale z Joanną Solską z Polityki (9 do 12). Joanna Solska jest wybitnym dziennikarzem. Nie jestem rozgoryczony i się nie żalę, gdyby ktoś tak pomyślał. Jestem natomiast coraz bardziej przekonany, że dziennikarstwo internetowe potrzebuje jakiegoś własnego programu promocji. Każdego dnia czytam w polskim internecie (i na wielkich portalach i na całkiem małych stronach) teksty, które zasługują na uznanie. A potem przychodzą Pressy, MediaTory, Kisiele i inne nagrody i dziennikarze z internetu zazwyczaj nie dostają nawet nominacji.
Ten program powinien być ekumeniczny, powinniśmy dostrzegać co dobrego robią inni, a nie skupiać się na egoistycznej obronie własnego. W nagrodach dziennikarskich zawsze bawiło mnie zgłaszanie przez redakcje wyłącznie własnych ludzi. Dlatego dziś zgłaszam do wirtualnej nagrody dobry cykl gazeta.pl o agencie Tomku. Milena Bryła, Dominik Tomaszczuk (Gazeta.pl), Wojciech Czuchnowski ("Gazeta Wyborcza") - dobra robota.