Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Zima gdzieś w styczniu 2010 roku. Reporterka jednej z telewizji robi tak zwaną sondę z mieszkańcami Warszawy. Tematem jest śnieg, wypoczynek, ferie. Nagranego przed chwilą rozmówcę prosi o przedstawienie. Mężczyzna odpowiada: Paweł z Warszawy, co reporterka notuje w kajeciku. Po powrocie do redakcji kolega reporterki podpowiada jej po obejrzeniu zdjęć, że Paweł z Warszawy, to rzecznik prezydenta Kaczyńskiego Paweł Wypych.

REKLAMA
Znam takich historii więcej. 15 lat pracy w mediach niestety nie napełnia mnie dumą z dziennikarskiego środowiska. Są w nim oczywiście dziennikarze wybitni, tak jak są świetni, zawsze przygotowani i ciekawi politycy. Ale większość reprezentuje poziom co najmniej taki sobie.
Monika Olejnik narzeka, że politycy nie czytają gazet. Zapewniam, że dziennikarze w swojej większości także ich nie czytają. Miesiąc temu przyszedłem na rozmowę z wybitnym analitykiem spraw zagranicznych. Był świeżo po rozmowie z jedną z telewizji o stosunkach polsko - amerykańskich. Narzekał, że od pięciu lat słyszy te same pytania, twierdził że jest tylko gorzej. Kiedyś dziennikarz, który do niego przyjeżdżał, zadawał je przynajmniej z głowy. Teraz natomiast czyta z kartki to, co ktoś mu w newsroomie napisał.
Sejm był kiedyś miejscem, gdzie spotykała się elita zawodu. Od paru lat z rosnącym przerażeniem patrzę na zawodowe standardy reporterów na Wiejskiej. I niestety także na ich stroje. Na konferencji premiera dziennikarze mają rosnące trudności z zadaniem pytania, bo szef rządu zaczął wymagać, że jeśli się coś cytuje, to cytuje się prawidłowo. Okazuje się to coraz częściej przeszkodą nie do pokonania dla IV władzy.
Monika Olejnik zarzuca posłom, że nie wiedzą nad czym głosują. Zarzut akurat uważam za mało przekonujący. Ale zapewniam, że wielu dziennikarzy nie wie niestety także o czym mówi, lub pisze. Na usprawiedliwienie powiem, że w mediach elektronicznych codziennie zajmują się innym tematem, czasem zajmują się pięcioma różnymi tematami dziennie. Żadnego więc nie mają szansy poznać.
Często niestety nie próbują. Oczekiwałbym, że jeżeli o czymś piszemy, to wykonamy co najmniej telefon do jednego z bohaterów historii. Niestety często nie wykonujemy.
Jakiś czas temu pewna telewizja wysłała reporterkę do relacjonowania podtopień w Warszawie. Reporterka nagrała między innymi mężczyznę, który układał worki z piaskiem przed swoim domem na wschodzie Warszawy. Poproszony o przedstawienie się mężczyzna powiedział wyraźnie, głośno i dobitnie: Witold Waszczykowski, był szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Reporterka była zdziwiona. Tyle lat pracuje w mediach i nigdy nie spotkała, nigdy nie słyszała.
Parę lat temu w mediach zaśmiewano się ze słów Renaty Beger o sekretarzu generalnym ONZ Annanie Kofanie. Znam wiele śmieszniejszych historyjek z samych mediów.
Mamy zresztą w mediach absolutnie zrozumiały zwyczaj krytykowania innych i nie patrzenia na siebie. A jeżeli już krytykowania swojego środowiska, to tylko tego, w którym się nie obracam. W związku z tym najłatwiej byłoby mi skrytykować wpolityce, albo Uważam Rze, a niezależna.pl krytykuje Lisa, a nie swoich. Obowiązuje plemienna mentalność.