
Mariusz Kamiński w rozmowie z Agnieszką Burzyńską puścił w RMF FM wodze fantazji. Opowiedział o rodzącym się w PiS planie zgłoszenia konstruktywnego wotum nieufności i wymiany premiera Tuska na premiera z PiS. Plan jest kompletnie oderwany od rzeczywistości, no ale skoro ogłasza go w poważnej rozgłośni wiceprezes partii, to poświęcę mu parę zdań.
REKLAMA
Kamiński powiedział tak: Rozważamy konstruktywne wotum nieufności dla Donalda Tuska. Do niego dojdzie w odpowiednim momencie, w odpowiednim kontekście społecznym.
Agnieszka Burzyńska: Ale musicie mieć premiera?
Kamiński: Będziemy mieli. W momencie, gdy złożymy wniosek, będziemy mieli kandydata, który będzie budził nadzieję Polaków na to, że będzie to rząd profesjonalny.
Agnieszka Burzyńska: Ale musicie mieć premiera?
Kamiński: Będziemy mieli. W momencie, gdy złożymy wniosek, będziemy mieli kandydata, który będzie budził nadzieję Polaków na to, że będzie to rząd profesjonalny.
Konstruktywne wotum nieufności oznacza, że zbiera się opozycja, ogłasza że opozycja zgłasza brak zaufania do rządu i jednocześnie przedstawia uzgodnionego kandydata na nowego premiera. Nowy kandydat musi zdobyć w Sejmie w głosowaniu co najmniej 231 głosów.
Policzmy więc. PiS chce zmienić premiera. Partia ma 136 posłów, więc z łatwością 46 podpisze się pod kandydaturą nowego szefa rządu. Ale teraz zaczynają się schody. PiS z PSL mają 164 posłów. Więc nawet, gdy rozpadnie się koalicja Tuska z Pawlakiem, to Pawlak nie będzie w stanie stworzyć koalicji z Kaczyńskim. Nie wystarczą także dodatkowe głosy Solidarnej Polski i posłów niezrzeszonych. Ba! Nie wystarczą także głosy SLD. Potrzebny jest jednocześnie Kaczyński, Ziobro, Palikot, Miller i Pawlak.
I na tym można właściwie zakończyć. SLD i Ruch Palikota nie poprą czegokolwiek firmowanego przez PiS, bo wydałyby na siebie wyrok śmierci. Przypominam kłopoty wizerunkowe jakie miał Sojusz za współpracę z PiS w telewizji publicznej. Wspólna polityczna awantura? Wykluczona. Tym bardziej, że pewnie wcześniej i SLD i RP poprą wniosek Platformy o postawienie przed Trybunałem Stanu Zbigniewa Ziobrę i Jarosława Kaczyńskiego za śmierć Barbary Blidy.
Najbliżej konstruktywnego wotum nieufności był Donald Tusk w 2007 roku. Mógł wtedy z Lepperem i Giertychem wymienić Kaczyńskiego na własnego premiera. Tusk uznał, że lepiej iść na przyspieszone wybory. Dziś dla Millera i Palikota Jarosław Kaczyński jest jak Lepper dla Tuska w 2007 roku. Lepiej nie pokazywać się w jego otoczeniu.
Po co więc PiSowi to wszystko? Po to by przez parę tygodni przekonywać, że mają świetnego kandydata na szefa rządu, robić konferencje prasowe i hałas w mediach. Pokazywać się jako realna alternatywa dla Tuska. Pokazywać się jako partia niezmiernie poważna, która gdyby przejęła władzę, to ma nie tylko świetny program, ale też świetnych ludzi.
Mam pewne wątpliwości co do tego planu. Ponieważ jest całkowicie oderwany od rzeczywistości, to czy nie zostanie przez opinię publiczną potraktowany jak humbug, kpina i zawracanie głowy od pierwszego dnia.
Bo jest to absolutnie zawracanie głowy.
