Prokuratura od kilku miesięcy ustala, kto na blogu Janusza Palikota w naTemat umieścił rysunek "Matki Boskiej Smoleńskiej" z Jarosławem Kaczyńskim i kotem. Ja uważam, że zrobił to Janusz Palikot. W końcu jest to jego blog, a Janusz Palikot nie zaprzecza. No ale prokuratura ma swoją listę czynności do wykonania. I metodycznie, nie zważając na absurdalną stratę czasu, odfajkowuje kolejne pozycje. Także z moim udziałem. Na końcu okaże się oczywiście, że na blogu Palikota pisze Palikot.

REKLAMA
W kraju trwa teraz debata, jak sprawić, by więcej policjantów było na ulicach. Jest pomysł, żeby przestępstwo było ścigane dopiero od 1000 złotych. Ja mam pomysł lepszy. Odpuścić ściganie za obrazę uczuć religijnych. Dzięki temu przynajmniej jedna młodsza aspirant, która na polecenie prokuratury ściga teraz Janusza Palikota i prowadzi czynności w naTemat mogłaby pilnować ulic i odzyskiwać rowery. Także te warte mniej niż tysiąc złotych.
Uczucia religijne są z pewnością dla Polaków ważne, ale jakoś tak czuję, że dla tych Polaków, którym rowery giną najczęściej, czyli wielkomiejskich, uczucia religijne są mniej ważne niż ich maszyny. Zwłaszcza, gdy te uczucia obrażane są gdzieś w mediach.
Janusz Palikot osiem miesięcy temu opublikował na blogu w naTemat dość głupi obrazek ikony z twarzą Jarosława Kaczyńskiego i kotem. Pisałem wtedy co o tym sądzę i tłumaczyłem dlaczego obrazka nie skasowałem.

Grafika Janusza Palikota nie obraziła moich uczuć religijnych. Uznałem ją za głupią, prostacką, prymitywną i nieśmieszną. Nie zrobiła na mnie jednak większego wrażenia niż wiele innych obrazków/fotomontaży/grafik, które w tygodniu widuję w internecie. Nie dlatego, że nie mam uczyć religijnych, więc nie było czego obrażać. Mam je. Janusz Palikot moich uczuć nie obraził, bo jego przeróbkę potraktowałem jako kulturową prowokację, a użyty obraz Maryi z dzieckiem jako dzieło nie religijne, ale pewien kulturowy symbol. CZYTAJ WIĘCEJ


Wpis Janusza Palikota przeczytało wtedy ileś tysięcy osób. Z tych wszystkich czytelników 1 (jeden!) poczuł się na tyle urażony, że poszedł do organów ścigania. I z powodu tej jeden osoby prokuratura w Augustowie prowadzi od ośmiu miesięcy szeroko zakrojone działania.
Pierwsze pismo dostałem w zeszłym roku. Odpowiedziałem na nie tak uprzejmie jak potrafiłem i tak konkretnie jak byłem w stanie. Ponieważ wpis ukazał się na blogu Janusza Palikota, to wydaje mi się dość oczywiste, że pierwszym podejrzanym w tej sprawie jest Janusz Palikot. Prokuratur Prokuratury Rejonowej miała jednak bardzo wiele pytań.
Tydzień temu dostałem kolejne pismo. Przyniosły je dwie panie policjantki. Było to wezwanie do stawiennictwa jako świadka. Stawiłem się i odpowiedziałem na dokładnie te same pytania, na które odpowiedziałem w zeszłym roku. Tym razem jednak zostałem pouczony o odpowiedzialności za składanie fałszywych zeznań. Pani policjantka wszystko notowała, bo informatyzacja nie dotarła jeszcze do bardzo dużej komendy policji na Malczewskiego w Warszawie (rzut kamieniem od Komendy Głównej Policji). A pokój do przyjmowania gości policji wyglądał jakby ktoś zwymiotował na ściany. Rolę popielniczki odgrywała puszka po napoju. Zrobiłem zresztą zdjęcia:

Wszystko zeznałem, ale to nie wystarczyło, bo pani policjantka powiedziała, że muszę dostarczyć regulamin prowadzenia bloga w naTemat. Powiedziałem że jest na stronie i każdy może wydrukować. Pani policjantka poprosiła jednak żeby ja wydrukował i jej przywiózł. Z regulaminu generalnie wynika, że każdy bloguje na własną blogerską odpowiedzialność.


Na aktach z prokuratury, które pani policjantka miała przed sobą był wielki napis: BARDZO PILNE. Zaiste, niewiele jest pilniejszych rzeczy niż ustalenie, czy to Janusz Palikot na własnym blogu umieścił głupi rysunek.
No ale to nie koniec. Nie byłem w stanie odpowiedzieć na pytanie o adres IP (z jakiego adresu IP zalogowano się, by zamieścić na blogu Janusza Palikota rysunek obrażający uczucia religijne). Dostałem więc dziś Postanowienie o żądaniu podania informacji. Prokuratura żąda tego IP. Zaprzągłem więc do pracy serwerownię. Udało się. Blog Janusza Palikota został opublikowany o godzinie 07.54.36 dnia 19 sierpnia z adresu IP należącego do sieci UPC. Teraz spodziewam się, że kolejna aspirant dostanie od prokuratury polecenie sprawdzenia w UPC do kogo ten IP należy. Oczywiście pani prokurator nie podaje swojego adresu e-mail więc żeby podać jej 10 cyfr z adresu IP muszę iść na pocztę.
Dość dużo działań skoro wiadomo, że na końcu to wszystko prowadzi do Janusza Palikota. No ale może przestępca Palikot miał jakiś pomocników, których też można pociągnąć do odpowiedzialności?
Palikot oczywiście nie wypiera się, że to on opublikował rysunek. Nie pamięta niestety, czy zeznawał w tej sprawie. Nie pamięta, bo jak mi powiedział, średnio co miesiąc zeznaje w jakiejś sprawie związanej z obrazą uczuć religijnych. Ile to w skali kraju musi być postępowań, ilu prokuratorów, ilu młodszych aspirantów wzywanych do prowadzenia czynności. A Palikot jest tylko jednym obrażającym uczucia religijne. Są pewnie jeszcze posłowie Ruchu, parę tygodników i innych periodyków, publicystyka w internecie. Armia ludzi musi być zaangażowana w walkę w obronie uczuć.
Ta armia mogłaby w tym czasie zajmować się na przykład rowerami.
Przy okazji polecam artykuł Juliusza Ćwielucha w najnowszej polityce. Autor opisuje, w jaki sposób policja uchroniła się od tego strasznego kłopotu, jakim byłby dla niej system informatyczny rejestrujący stłuczki drogowe. System chcieli stworzyć (za własne pieniądze!) firmy ubezpieczeniowe. Policji jednak po kilku latach starań udało się pozostać przy starych, dobrych notesikach i przepisywaniu protokołów raz po raz.