Wygoniony z Wprost Szymon Hołownia publikuje w internecie smutny tekst, jak to go mainstream "relegował ze swych szeregów". Dość płaczliwie (przepraszam Szymon, ale naprawdę tak to brzmi) twierdzi, że "jedynym miejscem dla katolika jest dziś zamurowana cela i sucha buła". To i tak lepiej niż arena z lwami.
Fragment felietonu Szymona Hołowni
Jedynym miejscem dla katolika na publicznej arenie jest dziś zamurowana cela (da Bóg że z okienkiem na suche buły), gdzie może sobie wygłaszać dowolne poglądy i bez psucia humoru ogółowi dokonywać osobistego uświęcenia.
Nie wiem, jak zareagujecie na to Wy - czytelnicy naTemat, ale gdy przeczytałem o kłopotach Szymona we Wprost, wysłałem mu SMSa z zaproszeniem do nas. Szymon na razie się do niego nie odniósł, ale nie widzę żadnego problemu, by jego teksty w naTemat publikować, promować, dyskutować o nich z pasją. Jestem pewny, że teksty Szymona spotkałyby się z gorącym przyjęciem.
Przed pracą w naTemat pracowałem w prasie, radiu i telewizji. Najwięcej w telewizji, więc wiem co linia redakcyjna oznacza w wieczornym programie informacyjnym. Jeśli do dziennika mieści się osiem materiałów, to te tematy powinny być jakoś zbieżne ze sposobem widzenia przez redakcję świata, zbieżne ze sposobem widzenia świata przez widzów. Każdy materiał w sobie powinien jednocześnie zbierać różne punkty widzenia.
Przyznam, że zupełnie nie rozumiem tego fragmentu felietonu Szymona Hołowni o "suchej bułce". Pisuję w naTemat różne rzeczy o sobie, wierze i Kościele i żyję nie tylko o suchej bułce (teraz, po świątecznym przejedzeniu trochę tego żałuję). Tomasz Terlikowski świetnie radzi sobie w mediach, choć chyba w żadnym "mainstreamowym" nie ma stałego miejsca, a Fronda nie jest największym polskim serwisem. Terlikowski zresztą uderza dziś na Facebooku w podobne tony, co Hołownia:
Fragment felietonu Tomasza Terlikowskiego
Decyzja redaktora naczelnego tygodnika „Wprost” zupełnie jednoznacznie pokazuje, że powoli kończy się czas, w którym katolicy mogą głosić swoje poglądy na łamach mainstreamowych mediów. One nas nie chcą, i to niezależnie od formy, w jakiej głosimy nasze poglądy. A nie chcą nas, bowiem głosimy prawdy niewygodne i kwestionujemy totalniackie, lewicowe myślenie. I nie ma w tym momencie znaczenia, czy prezentujemy wizję katolicyzmu bliższą Szymonowi Hołowni czy Frondzie. Istotne jest to, że nasz katolicyzm jest objawowy, że chcemy nim żyć, i że chcemy go głosić.
Szymon i Tomasz - skąd Wam się to wzięło? Jestem katolikiem, piszę co chcę w mainstreamowych mediach, mówię co chcę w mainstreamowych mediach (zapraszam na jutro na 8.04 do Poranka TOK FM), nie mam wrażenia bycia prześladowanym za poglądy. Nie mam poczucia, że ograniczenia wolności słowa, ani poczucia, że za wiarę moja kariera nie rozwija się tak, jakby mogła. Z dumą patrzę też na moją mamę, której katolicyzm jest zdecydowanie bardziej "terlikowski", niż "szymonowy". Jest posłanką rządzącej partii, zrobiła świetny wynik w wyborach, robi wielkie rzeczy.
Ciekawe, że publicyści którzy przecież od dawna czytali, a może i sami pisali, że chrześcijaństwo zejdzie w Europie do katakumb, okazują się tak bardzo przywiązani do mainstreamu i wszystkich jego korzyści a tak mało chętni by katakumb powąchać.
Szymon i Tomasz - jeśli chcecie głosić w mainstreamie "niewygodne prawdy, kwestionować totalniackie, lewackie myślenie", to zapraszam do naTemat. Zaraz, zaraz, coś sobie przypomniałem. 2-3 miesiące temu mieliśmy już zorganizowaną dyskusję na żywo Tomek Lis - Tomek Terlikowski. Wszystko umówione, termin uzgodniony, transmisja na żywo załatwiona. Tylko co się stało? Tomek Terlikowski obraził się za jakąś okładkę Newsweeka. W czasach, gdy na katolickie poglądy nie ma szczególnej pogody, nie można być obrażalskim. Wtedy bowiem trudno narzekać, że w mainstreamie nie ma miejsca.



