Siedzę w biurze Aleksandra Kwaśniewskiego, czekając na umówiony wywiad. Gdzieś za oknem słyszę nieustanny, monotonny hałas związkowych trąbek, wuwuzeli i syren. I zastanawiam się, czy dałbym radę pracować, gdyby pod moim oknem tak bez przerwy wyli.

REKLAMA
Biuro byłego prezydenta nie stoi przy samej ulicy, ale od Alei Ujazdowskich jest odgrodzone linią budynków. Co oznacza, że 500 metrów stąd w gabinecie Donalda Tuska z oknem na park przy alejach, ten hałas jest jeszcze lepiej słyszany. Jeszcze bardziej wkurzający.
Słyszę te dźwięki od 15 minut i jestem nimi zmęczony i wkurzony. Zastanawiam się jak na psychologię władzy działa, gdy słyszy się je bez przerwy. Gdy na przykład przed Kancelarią stoi sobie namiotowe miasteczko, które nieustannie hałasuje.
Muszę spytać prezydenta, czy na władzę takie odgłosy mają jakiś wpływ. Ja pewnie bym siedział cały czas ze stoperami w uszach. Ale może ktoś inny dałbym tym manifestantom, co tylko chcą, byle już sobie poszli.
Update: Porozmawiałem z prezydentem (opublikujemy ten wywiad zapewne dziś wieczorem). Aleksander Kwaśniewski powiedział, że być może jakiś polityk pod wpływem hałasu podejmie decyzję korzystną dla hałasujących, ale po drodze popełni wiele głupich. Były prezydent powiedział, że on nie był w stanie pracować z takim hałasem za oknem, powiedział też, że akurat w Pałacu Prezydenckim nie było tak źle, bo budynek jest po pierwsze oddalony od ulicy, a po drugie gabinet prezydencki jest od strony skarpy, ogrodu i Wisły. Z tego też powodu prezydent Kwaśniewski uważa za błąd przenosiny do Belwederu Bronisława Komorowskiego.