Byłem dziś na konferencji Otwartych Funduszy Emerytalnych. Przez prawie godzinę z bólem patrzyłem na tę straszną komunikacyjną katastrofę. Inaczej konferencję niestety trudno nazwać. Jeśli OFE, niepozbawione przecież pieniędzy, umiejętności i stawki w tej grze, będą w ten sposób prowadzić publiczną komunikację, to nie mam wątpliwości: Rząd jeśli będzie chciał, ostrzyże je tuż przy skórze. Albo zaprowadzi na rzeź.
REKLAMA
Niełatwo jest zainteresować media i opinię publiczną tematem, który nikogo nie interesuje, nie dotyczy, jest zbyt trudny dla zjadacza chleba, albo moment na rozmowę został źle wybrany.
Tyle że ze sporem o OFE jest dokładnie odwrotnie! Fundusze to temat rzeczywiście trudny dla zjadacza chleba. Poza tym jednak OFE interesują wiele osób, dotyczą kilkunastu milionów ubezpieczonych, a moment na dyskusję jest idealny. Spór o OFE się bowiem rozgrzewa, każdego dnia w mediach jest kilka tekstów na temat, dyskusja trwa w mediach elektronicznych. Dlaczego więc komunikacja samych OFE jest tak fatalna?
Dzisiejsza konferencja była pierwszym po komunikacie z Wielkiego Piątku wystąpieniem Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. Izba zrzesza większość OFE. Byłem w życiu pewnie na kilkuset konferencjach prasowych, ale naprawdę niewiele jest takich, na których dziennikarze na głos śmieją się z prowadzącego konferencję. Dziś kpili z szefa Izby, co było doświadczeniem tak interesującym, jak przykrym. Chodzi przecież także o moje pieniądze. Chciałbym, by w ich sprawie występował ktoś, kto nie naraża się na kpiny dziennikarzy, albo potrafi sobie z nimi poradzić.
Rząd bawi się z funduszami. Nie przedstawił propozycji zmiany prawa, nie wiadomo czy chce (i o ile) ostrzyc OFE z pieniędzy, czy chce je zlikwidować (premier Tusk powiedział, że ich istnienie nie jest dogmatem), minister Rostowski chciałby zrobić finansową lustrację szefów OFE.
Co na to OFE? Izba robi konferencję prasową po pół godzinie której dziennikarka jednej z największych gazet w kraju wstaje i mówi: Proszę mi powiedzieć, po co właściwie nas zaprosiliście, jaka jest jedna rzecz, którą chcecie nam dziś przekazać. A prowadzący konferencję nie ma na to przekonującej odpowiedzi. Prosi o pomoc któregoś "z przedstawicieli OFE". Wyciągnięty z sali do mikrofonu podchodzi jeden z szefów funduszu Pocztylion, który nawet do IGTE nie należy. Komedia omyłek.
Konferencja jest tak przekonująca, że teraz kilka godzin po niej przeglądam największe internetowe serwisy informacyjne. Nigdzie nie ma ani słowa. No bo o czym tu pisać? Okazja została zmarnowana. Czas leci, rząd nie traci okazji. A w porównaniu z OFE Donald Tusk, Jacek Rostowski a nawet minister Władysław Kosiniak-Kamysz, to komunikacyjni giganci.
Nawet na Twitterze dzisiejsza konferencja nie wywołała szczególnego zainteresowania. Karolina Hytrek-Prosiecka i Krzysztof Berenda, którzy byli na miejscu wysłali tylko po jednym twittcie.
Pewnie - po co OFE mają mówić. Rząd powie zamiast nich. To będzie pouczająca historia kilku firm, które z prowizji na czysto wzięły w sumie chyba 6 miliardów złotych i nie były za to w stanie zrobić skutecznej komunikacji.
Niech za obraz podsumowujący całość posłuży blog Wojciecha Nagela - prezesa Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. Spór jest gorący, polityczny, media rozpalone. Prezesowi tymczasem udaje się zdobyć pod swoimi wpisami maksymalnie jeden komentarz i jeden "like" na Facebooku.
