W Sejmie są różne zespoły. Niektóre, jak Antoniego Macierewicza gromadzą tylko posłów PIS (Palikot nie został wpuszczony). Inne łączą miłośników psów, biegania, konkretnych państw, języków, albo aktywności. Sejmowy zespół Łukasza Gibały będzie łączył miłośników liberalizmu.

REKLAMA
I świetnie. Powodzenia. Stawiam jednak tezę, że ten zespół będzie miał takie same znaczenie jak zespół miłośników wędkarstwa. Z faktu, że stał się on na portalach (także na tym) hitem poranka nie oznacza, że jest on ważny. Wynika niestety, że mało się w polityce dzieje. Wynika też z tego, że Rzeczpospolita temat podkręciła sugerując tajemniczo, że marszałek Ewa Kopacz może się nie zgodzić na powstanie zespołu?
A dlaczego miałaby się nie zgadzać? Nie stanowi on dla Platformy żadnego problemu, nie stanowi żadnego ani kłopotu, ani zagrożenia dla Donalda Tuska. Posłowie mogą się zrzeszać w dowolnych celach. Sejmowa wszechnica informuje, że zgodnie z regulaminem: posłowie mogą tworzyć w Sejmie zespoły zorganizowane w oparciu o inne kryteria niż polityczne np. Parlamentarna Grupa Kobiet czy Parlamentarny Zespół Strażaków Poselski.
Zespół liberałów ani żadnego pożaru nie zgasi, ani go nie wzbudzi. Po wyborach, gdy Tusk jest hegemonem, jak to ktoś napisał "bestią", nie ma w Platformie przestrzeni do silnych frakcji. Te powstaną, gdy Tusk osłabnie. Ale rozgrywającym w nich nie będzie, z całym szacunkiem, poseł Gibała. Będą Grabarczyk, Schetyna, chciałby być Jarosław Gowin (tu Gibała może odegrać pomocniczą rolę).
Teoretycznie wyobrażam sobie oczywiście, że zespół liberałów odgrywa w Sejmie ważną rolę. Zaprasza na spotkania np. Jacka Rostowskiego i przepytuje, kiedy minister planuje obniżyć podatki. Bardzo chciałbym takiej rozmowy w Sejmie. Ale bardzo wątpię, że się jej doczekam.
Także przez media. Zaproszenie ministra Rostowskiego na rozmowę przez kilku posłów Platformy, dziennikarze szybko nazwaliby "buntem" w PO. Władze partii o tym wiedzą.