Oszczędzać można na parę sposobów. Pierwszy i najprostszy to zrezygnować w miesiącu z paru przyjemności. Na koniec zostaje trochę więcej w kieszeni. Drugi - trudniejszy - to przemyśleć wydatki i obciąć te, które miesiąc w miesiąc poważnie nas obciążają. Donald Tusk zapowiedział wielkie oszczędności. Zdaje się niestety, że zrealizuje je metodą pierwszą. W tym roku odłoży zakup kilku błyskotek, ale niczego po stronie wydatków nie przemyśli.

REKLAMA
Informacje, gdzie rząd znajdzie prawie 9 miliardów, są dość limitowane. Media piszą o cięciach w zbrojeniówce

Resort obrony ma zaoszczędzić, opóźniając swoje inwestycje. Na przyszły rok przełoży przetargi na budowę niektórych obiektów. Do stycznia wstrzymane też zostaną przetargi, np. na nowe mundury, smary do sprzętu i materiały biurowe. Oszczędności ma przynieść także powolne wycofywanie naszych wojsk z Afganistanu. CZYTAJ WIĘCEJ


Można się też dowiedzieć, że resorty oszczędzą na materiałach biurowych oraz na budowie muzeów (ministerstwo kultury). Ponieważ budowa kilometra autostrady w Polsce kosztuje około 40 milionów złotych, to zawieszenie na parę miesięcy budowy 10 kilometrów już daje 400 milionów księgowej oszczędności.
Co te cięcia oznaczają?
Nic trwałego. Rząd nie kupi w tym roku "smarów do sprzętu" ale i tak będzie musiał kupić je w przyszłym roku. Podobnie ze sprzętem biurowym. Inaczej maszyny pozbawione smarów się zatną, a urzędnicy będą pisać ręcznie, bo nie starczy im na tusz do drukarek. Takie cięcia nie powodują żadnych strukturalnych oszczędności. Nie są niczym trwałym. Nie zmieniają w żaden sposób powodów wydatków państwa.
Jesteśmy jak człowiek zadłużony po uszy, który w jednym miesiącu zrezygnował z kawy w kawiarni. No tak, oszczędził 10 złotych. Może sobie kupić za to kanapkę, dzięki której nie umrze z głodu. Nadal jednak jest zadłużony po uszy. Donald Tusk zrezygnował w 2013 roku z paru błyskotek. Nie zrobił jednak niczego więcej. Ile jednak można pisać o tym, że brakuje reform. "Tusk nie reformuje" jest tak samo oczywiste, jak "lód jest zimny".
Gdyby w 2006 rząd Kaczyńskiego zrobił taką nowelizację budżetu, jak wczoraj zapowiedział Donald Tusk, to przez wiele dni niekompetencja gospodarcza Kaczyńskiego i zagrożenie dla finansów publicznych, jakie stanowi, nie schodziłyby z czołówek gazet. Teresa Lubińska, Zyta Gilowska i Stanisław Kluza - czyli ministrowie finansów rządów PiS-LPR-Samoobrony, byliby przedstawiani, jako niekompetentne bałwany demolujące polskie finanse. Tymczasem zwiększenie przez Jacka Rostowskiego i Donalda Tuska deficytu o 16 mld i dziura większa o ponad 20 mld zostały właściwie przyjęte wzruszeniem ramion. Prasa ekonomiczna zajmuje się dziś tematem, ale ta nieekonomiczna zajęła się tematami innymi.
Może dlatego, że "na mieście" rozmawia się dziś nie o tym, co robi Tusk, ale o tym, co zrobi Kaczyński, jeśli wygra wybory. Najnowszy dowcip to ten, że Stadion Narodowy będzie największym ośrodkiem internowania. Jest w tym trochę żartów, ale jest też dużo prawdziwej obawy.
Mając do wyboru większą dziurę w budżecie, albo internowanie liderzy opinii wybierają jednak dziurę.