
Gdybym miał zatytułować to zdjęcie, tak jak obraz wielkich mistrzów (a jego autor Wojciech Olkuśnik niewątpliwie należy do wielkich mistrzów sejmowej fotografii) napisałbym: Jarosław Kaczyński udzielający rad uczniom. Niewątpliwie Kaczyński dzień przed kongresem Solidarnej Polski udzielił lekcji politycznej Zbigniewowi Ziobrze i Jackowi Kurskiemu.
REKLAMA
Kaczyński wysłał apel o jedność na prawicy i powrót synów marnotrawnych do PiS.
Michał Kolanko napisał o tym numerze tak: "Inicjatywa PiS to klasyczny przykład "counter-programingu". Uchwała została opublikowana w bardzo dobrym momencie -we czwartek wieczorem. Nie za wcześnie, ale i nie za późno. Dzięki temu, cały piątek został wypełniony reakcjami na uchwałę, komentarzami publicystów - słowem wszystkim, tylko nie zapowiedziami sobotniego kongresu ziobrystów. Z tego punktu widzenia PiS zrealizował swój taktyczny cel, przerywając tym samym wielodniowy proces "roll-outu", rozwijania i zapowiadania kongresu przez Solidarną Polskę. Do tego procesu należał spot, prezentacja loga, liczne wywiady telewizyjne polityków SP i tak dalej."
Ziobro odpowiedział na list Kaczyńskiego zaproszeniem go na kongres Solidarnej Polski. To jednak nie była najciekawsza część tej rozgrywki. Znacznie ciekawsze było oświadczenie Adama Hofmana, rzecznika PIS.
Okazało się że jutro, akurat przed kongresem Ziobrystów Marek Jurek wróci do PIS. Kaczyński przeprowadził akcję perfekcyjnie. Ujawnił powrót Jurka w idealnym momencie, konferencję zrobił w idealnym momencie, i jeszcze utrzymał wszystko w tajemnicy.
Jaki więc mamy jutro obraz dla prawicowego wyborcy: Po liście Kaczyńskiego kolejni politycy wracają do PIS, tylko ci Ziobryści nie wiadomo czego chcą i wciąż się buntują. Czyli rozłam to jest ich wina. Nie przyjmują ręki wyciągniętej do zgody.
Kaczyński ograł Jacka Kurskiego i Zbigniewa Ziobrę. Także dlatego, że oni zakiwali się. Marek Jurek deklarował kiedyś, że będzie współpracował z Solidarną Polską. Ziobrystom nie udało się dowieźć tego do końca. Żądali likwidacji Prawicy Rzeczpospolitej, stawiali Jurkowi warunki poniżające. "Przeciągali go pod kilem" - powiedział mi jeden z prawicowych polityków. Dość to głupie jak na partię, która nie jest w stanie ustabilizować notowań powyżej wyborczego progu.
Według informacji Pawła Poncyljusza Jarosław Kaczyński zaproponował Jurkowi: jedną "jedynkę" na liście PiS do Sejmu, kilka stałych miejsc na listach PIS i kilka miejsc w wyborach do Senatu. Solidarna Polska mogła to pewnie przebić, dając na przykład dwie jedynki. A co im zależy, okręgów jest kilkadziesiąt.
Nie dali, źle poprowadzili negocjacje i teraz mają w weekend kłopot. Kongres miał być sukcesem, a tak sukces ma Kaczyński.
