Redakcja Frondy rozpoczęła publikację mini wypowiedzi różnych osób pod hasłem: Oczekiwania wobec nowego prymasa. Parafrazując Leszka Kołakowskiego można napisać, że jest to mini cykl o mini sprawach, albo mini cykl o maxi sprawach. Zależy od oczekiwań wobec następcy abp Kowalczyka. Przechodząc do rzeczy - całkowicie w sprawie nowego prymasa zgadzam się (!) z Samuelem Rodrigo Pereirą.

REKLAMA
Samuel Pereira powiedział, że domaga się prymasa "zdecydowanego". Ja także!
I w tym momencie nasze opinie się rozchodzą. Tak, ta zgoda nie trwała długo.
Tam bowiem, gdzie Pereira widzi Kościół atakowany, ja widzę Kościół nie radzący sobie z rzeczywistością i atakujący rzeczywistość w sposób mało rozumny. Domagam się więc prymasa zdecydowanie dającego odpór wszelkim objawom ciemnogrodu, polskiej zawiści. Domagam się prymasa, który inspirować będzie (nic innego i tak robić nie może) Kościół w stronę franciszkową. Takiego, który sprzyjać będzie rozmowie o dogmatach, a nie ślepemu dogmatów słuchaniu. Takiego który będzie otwierał ręce, a nie zaciskał pięści. Takiego, który będzie zbliżał ludzi, a nie odrzucał ich pierwszym otwarciem ust. Takiego, który odróżniać się będzie (na plus oczywiście) od większości Episkopatu. Który wyrastać będzie klasą ponad.
Oczekuję więc jakiegoś zdecydowanego liberała. I nie mam na myśli in vitro, aborcji, antykoncepcji i małżeństw gejów. Nie spodziewam się tu żadnych zmian. Oczekuję liberała, który z franciszkową życzliwością i otwartością tłumaczyć będzie świat. Oczekuję człowieka, który rozumieć będzie społeczne problemy polskich młodych, skutki kryzysu gospodarczego, który potrafić będzie powiedzieć coś inspirującego o umowach śmieciowych.
Inna sprawa, to pytanie czy my tego prymasa w ogóle potrzebujemy. Prymas to rola symboliczna, kustosz relikwii i tyle. Każda diecezja ma swojego biskupa. Większości słuchać się nie da. Na szczęście jest biskup w Rzymie. Słuchajmy jego.