Jest w tym pojedynku dużo gorącej samczej ambicji, jest w nim też dużo chłodnej politycznej kalkulacji. Tak ostro między Januszem Palikotem a Leszkiem Millerem jeszcze nie było.
REKLAMA
Aleksander Kwaśniewski wyjechał niedawno na kilkanaście dni z kraju. Były prezydent, który chciał być mostem łączącym SLD i Ruch Palikota będzie w Polsce dopiero po świętach. Sądzę, że nawet gdyby był teraz w Warszawie, to nie zapobiegł by temu lewicowemu rozlewowi krwi. Na podwórku dwóch chłopaków okłada się pięściami i nauczyciel na emeryturze nie ma ani siły, ani dostatecznej szybkości, żeby ich od siebie odciągnąć. Zwłaszcza, że obaj tej bitki bardzo pragną. I żaden nie jest z natury pokrzywdzony i słabszy.
Leszka Millera i Janusza Palikota dzieli prawie 20 lat różnicy wieku. Ale determinację wykazują podobną, co akurat lepiej świadczy o Millerze. 66 letni Miller odpowiada na każde uderzenie Palikota. Wczoraj odmówił podania mu ręki w studiu TVN24, w Kropce nad i przypominał zarzuty o przekręty w finansowaniu przez Palikota pierwszej kampanii wyborczej (studenci - słupy jako hojni darczyńcy). Palikot mówi natomiast, że Leszek Miller ma na rękach żołnierzy, którzy zginęli w Afganistanie, a za "Kropkę nad i" Millera właśnie pozwał (właściwie zapowiedział pozew).
Leszek Miller walczy o życie. Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro staną się prawicowymi męczennikami, jeśli staną przed Trybunałem Stanu. Miller nie stanie się lewicowym męczennikiem. Lewica go za takiego nie obierze. Na pewno nie, gdy Palikot powtarza słowa o "krwi na rękach". Palikot więc mocno pracuje nad wypchnięciem Millera na polityczny margines, do miejsca w którym Millerowi podawać rękę będą tylko stare druhy, ale nie nowa lewica.
Leszek Miller najwyraźniej więc emocjonalnie tego nie wytrzymał. Poszedł w młóckę, zamiast chłodno z Palikotem rozgrywać. Okazało się, że także on ma jakąś psychologiczną linię. Palikot sprytnie nacisnął tu i tam i Miller pękł. Sam Palikot ma zresztą też emocjonalne do tego powody. Miller kiedyś obiecywał mu wiele rzeczy. Ale potem, gdy stawał się w SLD mocniejszy, tym jego obietnice stawały się słabsze.
W sprawie więzienia CIA akurat uważam Janusza Palikota za skrajnego populistę. Potrafię sobie wyobrazić (ale też pamiętam, bo 11 września 2001 roku byłem w pracy w TVN24) atmosferę tamtych dni. Tamto poczucie światowego zagrożenia, widok upadającego porządku, niepewność. Wiele wskazuje, że polskie władze (a Leszek Miller był premierem) podjęły decyzję o pomocy Amerykanom w przetrzymywaniu najgroźniejszych więźniów. Uważam, że taka decyzja mieściłaby się w logice czasów. Być może zresztą Palikot podjąłby podobną. On świetnie sobie zdaje sprawę, że politycy muszą czasem robić rzeczy niepopularne. Ogłosił przecież że poprze podniesienie wieku emerytalnego. Jest jednak graczem cynicznym.
Dlatego dla potrzeby walki z SLD wyciągnął tak brutalnie więzienia CIA. Dlatego nazywa Polskę amerykańską "dziwką". Dlatego tak ostro traktuje Millera. Nie chodzi mu o rację stanu. Tej jest gotowy zaszkodzić, byleby wydrenować SLD z ostatnich wyborców, których może pozyskać z tego źródła. I tak jak powiedział dla Newsweeka: Żeby drenować Platformę z małomiasteczkowych wyborców.
Miller, człowiek o silnym rysie politycznego fightera, a z prawdziwym umiłowaniem bitki na to nie może pozwolić i z powodów czysto ambicjonalnych i z powodów politycznych. Szczerze mówiąc, to patrzę z podziwem na Millera. Udowadnia że 66 latek może być równie sprawny, równie pełny wigoru, energii i siły, co 50-latek. Miller jest chodzącym argumentem za podniesieniem wieku emerytalnego.
Mamy więc na przeciwko siebie dwóch polityków, którym się chce. I mamy coraz lepszą koniunkturę dla lewicy. Gdyby zjednoczyli siły (najbliższą okazją wybory do Parlamentu Europejskiego) byliby groźnym dla Platformy przeciwnikiem. Na razie lewica wybiera drogę prawicy, czyli podziałów i kłótni. Przy czym przez bójkę rozumiem tarzanie się bo chodniku i rozbijanie sobie nosów, przy wielkiej uciesze widzów.
