Norbert Maliszewski sformułował w TVN24 chwytliwą tezę, że Tusk staje się jak Marian Krzaklewski i Jarosław Kaczyński - osobiście odpowiedzialny według wyborców za wszystko, co złe. Konsekwencją tej tezy jest, jak rozumiem wniosek, że podobnie jak AWS i PiS Platforma idzie na dno.
REKLAMA
Pierwsza teza wydaje mi się banalna. Druga niepewna. To że Donald Tusk ponosi osobistą polityczną odpowiedzialność za wszystko, jest oczywistą oczywistością. I ponosił ją dużo wcześniej, niż w ostatnich miesiącach, gdy rząd to Tusk i Platforma to Tusk. Polacy mają silne przekonanie, że władza przyjedzie, załatwi, weźmie odpowiedzialność. I łączą to przekonanie konkretnie z osobą premiera. Więc Donald Tusk nie miał także wcześniej absolutnie żadnego złudzenia, kogo pierwszego wyborcy wyrzucą, gdy zdenerwuje ich drużyna PO.
Co do drugiej tezy i porównania Platformy z AWS i PiS to byłbym ostrożny. Tusk nie jest Krzaklewskim. Nie kieruje z drugiego fotela, ale zachowuje się dokładnie przeciwnie. Demonstruje wszystkim, że nie ma nie tylko tylnego fotela, ale nawet bocznych. W tym pojeździe jest tylko jeden kierowca. Średnio to do Krzaklewskiego mi pasuje. Średnio mi też pasuje do Platformy. W AWS chcieli rządzić wszyscy, więc nie rządził nikt. Czy ktoś ma wątpliwości, kto rządzi w PO? No właśnie.
W przypadku Platformy trudno o historyczne analogie, ponieważ Tusk zrobił rzecz bez precedensu: wygrał ponownie wybory jako pierwszy premier. Porównywanie jego pozycji do zaledwie kilkunastu miesięcy u władzy Jarosława Kaczyńskiego wydaje mi się błędem. Ale nawet porównując PO do PiS. Z dzisiejszych sondaży nie można wyciągnąć żadnych wniosków. Po bardzo trudnych 2 latach władzy PiS miało szansę wygrać wybory w 2007 roku. Jeszcze kilka tygodni przed dniem wyborów kampania Platformy była w rozsypce. To się naprawdę mogło zupełnie inaczej skończyć.
Dzisiejsze sondaże więc wywołują dużo ekscytacji. W sumie nie wiem dlaczego. Platforma miała bardzo trudny styczeń i jeśli byłem zdziwiony, to raczej tym, że w sondażach nie spada (np. w tym zrobionym po awanturze o refundację, ale przed ACTA). Teraz Platforma spadła, spadła znacznie, ale do wyborów nadal 3 lata.
Sondaże różnią się w pokazaniu tego, kto zyskuje na spadku PO. W jednym zyskuje Palikot, w drugim Kaczyński. W Gazecie Wyborczej Adam Lipiński z PiS mówi: Jeszcze kilka takich miesięcy i PO może się załamać. Co to oznacza?
Załamanie Platformy to byłby spadek na kilkanaście procent poparcia. Takie załamanie AWS przeżyła ponad rok przed wyborami i z tych kilkunastu procent nigdy się nie wydźwignęła. Kilka miesięcy przed wyborami spadła na kilka procent, a potem nie przekroczyła progu. Platforma ma inną sytuację. Z 28% wg OBOP dla GW może jeszcze pójść w górę, może też na długo ustabilizować się na tej pozycji.
Festiwal PO trwał długo. Czy się definitywnie skończył? Nie wiem. Za mało sondaży, za mało danych. Jeden zły styczeń. Zwłaszcza że partie opozycyjne nie usunęły swoich problemów. Czy PiS Kaczyńskiego jest dziś bardziej kuszący dla wyborców niż w październiku 2011? Nie sądzę. SLD? Wątpię. Ruch Palikota? Aktywny, ale zagubiony i idący w teatr. Palikot utracił świeżość i jeszcze nic nie zaproponował w zamian.
Donald Tusk jest w bardzo niebezpiecznym punkcie. Rosnące notowania opozycji spowodują, że PiS, Palikot i SLD na Tuska się rzucą. Sondażowa stagnacja bowiem nie mobilizuje do wysiłku. Zmiany w sondażach sprawiają, że opozycja czuje krew. Platformie i premierowi trudniej będzie przeprowadzić reformę emerytur, trudniej będzie każdego dnia.
Widać też, że Donald Tusk traci instynkt. Tenis o 14.00 wygląda fatalnie.
