Żyjemy w kraju, w którym przestrzeganie przepisów nie jest cnotą, ale frajerstwem. W którym wszyscy tak się spieszą, że gdzieś mają bezpieczeństwo, BHP i inne zasady. W którym do trzyosobowego dostawczaka wchodzi 20 osób. Jesteśmy otoczeni powszechną pogardą dla reguł. Stąd fala hejterady dla jednej z nielicznych osób w Polsce, która po prostu postanowiła trzymać się zasad. Dla słynnego kierowcy Polskiego Busa, który ponad godzinę stał na czerwonym świetle.
REKLAMA
Kierowca ten miał w ostatnich godzinach możliwość przeczytania o sobie, że "jest gorszy od faszysty", "jest idiotą", że "go popie..." i tak dalej i tak dalej. Powszechnie uważa się go za głupka, który z jakiejś chorej złośliwości postanowił nie przejeżdżać na czerwonym na ruchliwym i niebezpiecznym skrzyżowaniu i nie gnać na południe Polski z tłumem pasażerów na pokładzie. Że generalnie nie zastosował się do zasady "po trupach do celu" uznając być może, że w tej sytuacji trupy mogłyby być absolutnie prawdziwe.
Mam dla tego kierowcy (jeśli jego wyjaśnienia pisemne są prawdziwe) słowa wyłącznie uznania. W liście kierowca napisał, że natychmiast gdy zobaczył, że światła są zepsute i pali się cały czas czerwone, zadzwonił pod numer 112. Po kilku minutach zadzwonił także pod numer 997. Od obu dyspozytorów usłyszał, że służby wiedzą i przyjadą. W związku z tym stał i czekał będąc świadkiem wielu niebezpiecznych sytuacji, gdy samochody wjeżdżały na skrzyżowanie na czerwonym, co groziło poważnym wypadkiem. Autobus - drodzy krytycy kierowcy - nie jest smukłym, szybkim i małym pojazdem, który jak skuterek przemknie się przez skrzyżowanie. Jest dwupiętrowym wielotonowym gigantem, który ma na pokładzie kilkadziesiąt osób.
Ktoś w internecie napisał, że lekceważenie przepisów kończy się Smoleńskiem. Mocno ale trafnie. Przykro słyszeć, że gdy spóźniony 76 minut Polski Bus dojechał do Radomia, tylko jeden pasażer podszedł do kierowcy, żeby podziękować i powiedzieć, że myśli o nim naprawdę dobrze. Cała reszta podróżujących miała dla prowadzącego pojazd wyłącznie inwektywy.
Moim tymczasem zdaniem po dojechaniu do Radomia cały autobus powinien klaskać. Nie lubię tego zwyczaju z samolotu, w tym autobusie jednak byłby jak najbardziej na miejscu. Polska jeszcze długo (pewnie nigdy) nie będzie Ameryką, gdzie reguł i przepisów po prostu się przestrzega. Ale nie powinna już być Bolandą, gdzie reguł i przepisów z zasady się nie przestrzega.
