Każdemu autorowi naTemat składam, jako jego redaktor naczelny, kilka obietnic. Obiecuję więc, że wpisy nie będą zmieniane przez redakcję. Obiecuję, że będą promowane na stronie głównej, tak jak wpisy naszych dziennikarzy. Obiecuję, że jakość dyskusji w komentarzach będzie wyższa niż gdziekolwiek indziej. Poseł Przemysław Wipler wiedział, że jego teksty mogą być u nas, jak nigdzie indziej, najważniejszymi artykułami dnia. Wiedział, że może rozpoczynać dyskusje na ważne tematy. Niestety uległ politycznej logice wojny totalnej.
REKLAMA
Z Januszem Palikotem nie zgadzam się w sprawie więzień CIA w Polsce, nic mnie nie łączy z Nergalem w sprawie światopoglądu, w 1995 roku w szatni w liceum biłem się o Lecha Wałęsę z kolegami, którzy popierali Aleksandra Kwaśniewskiego, poglądy Tomka Lisa na Marka Rymkiewicza to jego sprawa, ja tak o poecie bym nie napisał.
Dla wszystkich tych osób (i dla kilkuset innych) jest miejsce w naTemat. Było i jest także dla Przemysława Wiplera. Czeka. Gotowe, otwarte. Redakcja w ostatnim miesiącu wielokrotnie (nie raz, nie dwa i nie trzy) przekonywała posła PiS, aby wznowił pisanie u nas. Robiłem to osobiście, robili to redaktorzy naTemat. Poseł wielokrotnie zapewniał, że kończy tekst o deregulacji. Ważna sprawa. Czekaliśmy na ten artykuł niecierpliwie. Byłby u nas głównym tematem dnia pewnie. Pewnie poprosilibyśmy o komentarz do niego kogoś z Platformy. Może Krzysztofa Kwiatkowskiego, który ma bloga u nas. A może Wojciecha Olejniczaka, albo Marka Siwca z SLD. Zrobilibyśmy debatę.
Dziękuję, kończymy (niestety) CZYTAJ WIĘCEJ
Przemysław Wipler jednak tekstu nie przysłał. Ani tego o deregulacji, ani żadnego innego. To tak jakby w Sejmie, mając zaplanowane wystąpienie, postanowił nie wchodzić na mównicę. Bo przed nim mówił premier Tusk, a po nim wystąpi Janusz Palikot. Owszem, wystąpią. Ale to był Pana czas Panie pośle i Pana miejsce, by bić się o swoje poglądy, by przekonywać innych do nich. To była Pana trybuna. Ja gwarantowałem nagłośnienie. I tak jak wielokrotnie obiecywałem, byłaby to ta sama głośność, co dla innych. Pisałby Pan codziennie, jak Janusz Palikot? Byłby Pan codziennie na górze naTemat.
Jakość dyskusji w komentarzach u nas jest wyższa niż w innych miejscach. Nikt (albo prawie nikt) nie jest anonimowy. Moderatorzy wyłapują próby łamania zasad. To także (dziękujemy Wam) tworzy dobry klimat do rozmowy.
Niektóre środowiska i serwisy wciągają dziś posła Wiplera na sztandar. Mam nadzieję, że Pan poseł zdaje sobie sprawę, jak jest to krótkotrwałe i cyniczne. Jest dziś Pan potrzebny jako pałka do walnięcia Machały, Lisa i naTemat w głowę. Za jakiś czas, jak będzie trzeba walić w inne głowy, stanie się Pan mało użyteczny, a więc i mało promowany.
Uparcie sądzę, że nie wszystko musi być polityczną walką. Od dawna zdawałem sobie sprawę, że jest to pogląd coraz bardziej naiwny. Decyzja posła Wiplera niestety uświadamia mi to coraz mocniej.
Trzeba mieć odwagę, żeby na przekór swojemu środowisku i sympatiom większości wyborców, wejść do serwisu, którego współwłaścicielem i najbardziej znaną twarzą jest Tomasz Lis. Mam szacunek dla posła Wiplera, że wszedł i spróbował. Jego osiągnięcie byłoby większe, gdyby czując, że parzy i tak został i swojemu środowisku i swoim wyborcom coś udowodnił. Miał unikalną szansę umieszczać na otwarciu "serwisu Tomasza Lisa" swoje artykuły o programie PiS, o złamanym skrzydle Tupolewa w Smoleńsku, o znakomitych decyzjach i przemówieniach Jarosława Kaczyńskiego.
Miał więc poseł Wipler szansę pokazać coś dużego. Coś przełamującego schematy. Mógł udowodnić, że most między dwoma Polskami jest możliwy. Tymczasem zbudował tylko jego mały początek, a teraz zabiera narzędzia.
Bloga nie skasujemy, będziemy czekać, że kiedyś wznowi robotę.

