Amerykanie mają program "Adopt a highway", w którym dowolna firma, grupa mieszkańców, czy wręcz prywatna osoba mogą otoczyć opieką fragment większej, czy mniejszej drogi. Opieką oczywiście finansową. Prezydent Bronisław Komorowski zaproponował twórcze rozwinięcie tej koncepcji, rzucając pomysł specjalnej narodowej opieki nad dwiema autostradami: A2 i A1 i nadanie im nazw: Wolności oraz Solidarności. Orędzie prezydenta jest na YouTube i dostało ode mnie (za ten pomysł) kciuk w górę.

REKLAMA
Bardzo mi się ten pomysł podoba. Nie dorobiliśmy się w Polsce bowiem żadnego dużego, znaczącego symbolu/znaku obalenia komunizmu. Od 25 lat, a więc od pierwszych wolnych wyborów nie ma czegoś fizycznego. Owszem, powstaje imponujące z zewnątrz muzeum w Gdańsku, ale tak długo na nie czekaliśmy, że rangi symbolu już nie nabierze. Mamy symbol chodzący, czyli Lecha Wałęsę, ale jest to symbol tylko dla części Polski. Nie uznaje go "patriotyczna" część rodaków. 4 czerwca nie jest nawet narodowym świętem. Mamy w Polsce pomniki - groby bohaterów, mamy Palmiry, Powązki, Grób Nieznanego Żołnierza i wiele innych miejsc przypominających o naszych cierpieniach. Ale tak niewiele pokazujących nasze narodowe radości i sukcesy.
Orędzie prezydenta
B.Komorowski proponuje nowe nazwy autostrad A2 i A1

Brakuje więc czegoś dużego, czegoś co można dotknąć, z czym każdy może się spotkać, czegoś co będzie ponad polityczne, co przypomina o dumie, jaką powinniśmy nosić za wielki wkład w obalenie komunizmu. Dwie imponujące autostrady nadają się fantastycznie do tego celu. A że udział w ich powstaniu mają pieniądze z Unii, to podwójna rocznica - Solidarności oraz wejścia do Unii - podwójnie uzasadnia pomysł prezydenta. Dwie autostrady są od powstania symbolami wielkiego skoku cywilizacyjnego Polski. Namacalnym dowodem naszego dołączenia do Europy. Mają też tą zaletę, że już stoją. Gdybyśmy teraz na 4 czerwca chcieli coś budować, to nie dość że byśmy nie zdążyli, to jeszcze by to kosztowało. Na autostrady już wydaliśmy z Brukselą. Teraz można dodać im symbolicznej przestrzeni.
Drogi łączą. Te autostrady dosłownie łączą miliony Polaków ze sobą i z Europą. A tak bardziej symbolicznie, to nowe nazwy mogą połączyć pod tym pomysłem większość. Może nawet prawie wszystkich. Prawie, bo już dziś wątpię, by Jarosław Kaczyński przecinał wstęgę na autostradach Wolności i Solidarności wspólnie z prezydentem Komorowskim. Ale w tym przypadku będzie to jego strata. I tej części jego elektoratu, która będzie pomrukiwać, że autostrada A1 powinna nazywać się raczej Autostradą Zdrady w Magdalence a autostrada A2 Autostradą Rosyjsko - Niemieckiego Kondominium. 90% Polaków powinno pomysł Komorowskiego entuzjastycznie poprzeć.
Zwłaszcza, że ten pomysł można by rozszerzyć. A co gdyby prezydent doprowadził do porozumienia z Niemcami i autostrada A2 nazywałaby się Autostradą Wolności na całym odcinku? Czyli także niemieckim do Berlina. A autostrada A1 byłaby Autostradą Solidarności choćby do Ostrawy. Gdyby naszych sąsiadów udało się do tego przekonać, byłby w tych drogach piękny znak wspólnych osiągnięć.
A przy okazji Polska wyprzedziłaby niemieckie obchody upadku muru berlińskiego. Niemcy w listopadzie świętować będą 25 lat połączenia wschodniej i zachodniej części miasta. Gdyby Polsce udało się w czerwcu zorganizować autostradowe obchody, a z udziałem najważniejszych niemieckich polityków, także obchody wolnych wyborów, to pokazalibyśmy, że proces który doprowadził do obalenia muru zaczął się w Polsce.