Fot. Przemysław Skrzydło/ Agencja Gazeta

Centrum Informacyjne Rządu wysyła dziś do dziennikarzy niezwykle interesujące wyjaśnienie zwolnienia z pracy Grzegorza Rogińskiego, fotografa premiera Donalda Tuska. Dowiadujemy się z tego wyjaśnienia, że CIR jest najsprawniej i najsensowniej działającą częścią administracji publicznej. Jak to możliwe? Jest to bardzo proste.

REKLAMA
Dyrektor CIR chwali się bowiem tym, że "trzy lata temu kierownictwo Centrum Informacyjnego Rządu zdecydowało o outsourcingu niektórych usług". Dzięki temu w CIR zwolniono 5 osób, oszczędzając koszty.
Muszę powiedzieć, że bardzo się cieszę, że CIR zmniejsza koszty. W tym samym jednak czasie koszty administracji bardzo rosną. Za kadencji Donalda Tuska liczba urzędników zwiększyła się o 75 tysięcy. Jak ktoś obliczył, średnio dziennie w latach 2007 - 2011 zatrudniano 70 osób. W Polsce jest 650 tysięcy urzędników i zarabiają oni coraz lepiej. Średnia pensja w MSW wzrosła w ciągu roku o 800 złotych, w Ministerstwie Kultury wzrosła o 200 złotych do ponad 7 tysięcy złotych.
W tym oto świecie rosnącej biurokracji, jest miejsce które się opiera trendowi. Jest nim CIR, pod samym okiem premiera Donalda Tuska. Duże brawa dla dyrektora CIR! Nie dość, że zmniejsza koszty, to jeszcze wyprowadza usługi na zewnątrz. I to wszystko piętro nad gabinetem szefa rządu. Donald Tusk ma gabinet na pierwszym piętrze Kancelarii, CIR jest na piętrze drugim, dokładnie nad głową premiera.
Zaraz, zaraz, zaczynam się jednak zastanawiać. Skoro 60-letni fotograf Grzegorz Rogiński zarabiał 3,3 tysiąca złotych, a jego 30-letni zmienik zarabia 4,5 tysiąca złotych, to na czym polega zmniejszanie kosztów? Panie dyrektorze CIR - taniej byłoby Rogińskiego zostawić, zamiast wyprowadzać na zewnątrz. Podejrzenie budzi też fakt, że nikt nie zaprzecza moim wczorajszym informacjom, że nowy fotograf premiera robił wcześniej zlecenia dla Platformy Obywatelskiej, jeździł Tuskobusem i zna się z Igorem Ostachowiczem. Outsourcing potrafi pewnie podnieść jakość i obniżyć koszty. Problem w tym, że przydałby się jakiś konkurs. A nic nie słychać o tym, by Kancelaria po zwolnieniu Rogińskiego konkurs rozpisywała.
Podsumowując - nie wygląda to na żadne oszczędności (które bym pochwalał), ale na proste (prostackie) działanie typu: Trzeba wsadzić znajomego, więc wywalmy dziadka. Zastanawiam się, czy rząd będzie walczył z umowami śmieciowymi i ze zmuszaniem pracowników do odchodzenia z etatów na jednoosobową działalność gospodarczą. Byłoby to dość niespójne z tym co rząd robi.
Jeszcze kilka zdań odpowiedzi na komentarze pod wczorajszym tekstem. Zawierał on wiele anonimowych wypowiedzi. Stało się tak dlatego, że ludzie, którzy znają sytuację nie mogą wypowiadać się publicznie. Niektórzy są związani z Kancelarią Premiera, inni są uzależnieni od polityków Platformy. Bardzo chciałem mieć wypowiedzi pod nazwiskiem. Niestety nie było to możliwe.
Na Twitterze jedna z moich koleżanek dziennikarek napisała, że Grzegorz Rogiński został zwolniony w lutym, sprawa jest dobrze znana, więc że nie napisałem nic nowego. Skoro sprawa jest dobrze znana, to zastanawiam się dlaczego żaden z sejmowych reporterów nie zajął się nią wcześniej. Dlaczego wszyscy zaczęli zajmować się dopiero wtedy, gdy naTemat opublikowało artykuł. Być może dlatego, że teraz ryzyko wziąłem na siebie ja, a wcześniej ryzyko musiałby wziąć ktoś inny?