Cezary Gmyz w Rzeczpospolitej pisze dziś, że "bardzo wiele informacji dotyczących wypadku TU154 okazało się nieprawdziwych". I wylicza, jak napisał "kłamstwa" mediów. Rzeczywiście przez te dwa lata media kilkukrotnie podały informacje niesprawdzone i nieprawdziwe. Chyba jednak nie częściej niż Antoni Macierewicz, który nie tylko takie informacje podawał, ale wyciągał z nich także zupełnie absurdalne wnioski.

REKLAMA
Nie ma dowodów na kilkukrotną próbę lądowania Tupolewa, nie ma dowodów na naciski generała Błasika, kłótnię generała z Arkadiuszem Protasiukiem, rzekome słowa załogi "tak lądują debeściaki".
Pięć punktów na liście Cezarego Gmyza, to jednak zdecydowanie mniej niż na liście Antoniego Macierewicza. Błędów, pomyłek, absurdalnych twierdzeń przez 2 lata padło z ust posła PiS więcej, niż z ust jakiegokolwiek dziennikarza.
Krótko po katastrofie Antoni Macierewicz snuł rozważania o strzałach, jakie miały padać w Smoleńsku.
- Mogło być tak, że mamy do czynienia z mordowaniem tych, którzy przeżyli, ale równie dobrze mogło być tak, że to są strzały policji i wojska odpędzające rabusiów - mówił. Ostatecznie nie przetrwała ani teoria dobijania rannych, ani odpędzania rabusiów. Co nie zmieniło faktu, że poseł PiS do wystrzałów wracał w kolejnych publicznych wypowiedziach. - Jeśli chodzi o cztery głośne dźwięki, poza mową, mimo że nie jestem specjalistą, robią wrażenie wystrzałów - powiedział o nagraniu komórką z miejsca katastrofy.
Jako przyczynę katastrofy Antoni Macierewicz długo wymieniał działanie kontrolerów i wpędzenie pilotów w pułapkę. - Wygląda na to, że bezpośrednią przyczyną było działanie wieży kontrolnej - powiedział na jednym ze spotkań. Trudno powiedzieć, jak ma się to do kolejnej teorii o obezwładnieniu samolotu na wysokości 15 metrów i do tej najnowszej, że przyczyną tragedii były "dwa wybuchy w Tupolewie.
Sprawa jest tym bardziej niejasna, że Antoni Macierewicz raz mówił, że "kontrolerzy przed wydaniem ostatnich wskazówek dla załogi prezydenckiego tupolewa konsultowali się ze swoją centralą w Moskwie i pytali, czy mają zezwolić na lądowanie". Innym zaś razem Macierewicz stwierdził, że w Smoleńsku nie jest wykluczony "zamach terrorystyczny".
W lutym 2011 roku Antoni Macierewicz zarzucił Bronisławowi Komorowskiemu, że "nie zrobił nic", żeby sprowadzić wrak TU 154 do Polski. Było to 3 miesiące po wizycie prezydenta Miedwiediewa w Warszawie, podczas której rosyjski przywódca obiecał, że pomoże w sprowadzeniu samolotu.
Niektórzy dobrze też pamiętają teorię o groźnym wycieku z silnika przed startem Tupolewa. Jak wiadomo była to woda z mycia maszyny.
Jest też całkiem sporo mniejszych teorii Antoniego Macierewicza, które nie przetrwały próby czasu.
Poseł twierdził mianowicie, że Rosjanie podmienili sztuczny horyzont TU 154. Okazało się, że chyba źle spojrzał.
Antoni Macierewicz wątpił, czy to Lecha Kaczyńskiego pochowano na Wawelu. Mówił, że nie jest pewny, czy ciało Lecha Kaczyńskiego znajdowało się w trumnie.
Wciąż czekam też na poznanie świadków "wielkie błysku" w Smoleńsku. Macierewicz zapewniał, że tacy są.
Macierewicz przekonywał, że raport Millera tłumaczono nie z polskiego na rosyjski, ale na odwrót, co miało być dowodem na to, że Warszawa przyjmuje polecenia z Moskwy. Poseł mówił o tym tak: - "Jest taka szczególna cecha tego raportu. Tak długo się ukazywał, bo był tłumaczony. Ale nie z polskiego na rosyjski tylko odwrotnie - z rosyjskiego na polski. Data skończenia wersji rosyjskiej to jest 1 lipca, a data na wersji polskiej to jest 25 lipca." Okazało się to pomyłką.
Po powrocie z wizyty w Stanach Zjednoczonych Antoni Macierewicz zapewniał opinię publiczną, że uzyskał zapewnienie, że sprawa katastrofy zostanie "podniesiona" przez Republikanów w Kongresie. Cóż, nie została.
Antoni Macierewicz boi się też o swoje życie, ale mimo, że lata płyną na szczęście posłowi nic się nie stało.
W sumie całkiem sporo tego, ale już raport z likwidacji WSI pokazał, że posłowi Macierewiczowi zdarza się mylić różne rzeczy, łączyć dwie osoby w jedną, przegrywać procesy.