
Całe piękno polityki polega na gwałtownych zwrotach wydarzeń. Z takim mamy chyba do czynienia właśnie teraz. PiS przegonił Platformę w sondażach a premier, który w swoim sejmowym wystąpieniu miał tendencję spadkową odwrócić, zawiódł oczekiwania.
REKLAMA
Przez większość "drugiego expose" Donald Tusk opowiadał o wielomiliardowych inwestycjach, ale ani słowem nie zająknął się skąd wziąć na nie pieniądze. Przy jego propozycjach bledną nazywane rozdawniczymi koncepcje PiS czy lewicy. Zapowiedzi inwestycji na wielką skalę (700-800 mld według informacji z Fan Page'a Kancelarii Premiera), gdy jeszcze nie tak dawno minister finansów wyśmiewał "piramidę finansową" PiS, nie brzmią wiarygodnie. Widać to już po pierwszych komentarzach przedstawicieli mediów, chociażby Konrada Piaseckiego z RMF FM, który napisał na Twitterze:
Jak na koncert życzeń zabrakło jeszcze 3 milionów mieszkań, elektrowni atomowej i zapowiedzi przedłużenia kalendarza Majów.
czy Wojciecha Szackiego z "Gazety Wyborczej" (także na Twitterze): Czy Rostowski już skrytykował finansową piramidę Tuska ;)?
Jak na koncert życzeń zabrakło jeszcze 3 milionów mieszkań, elektrowni atomowej i zapowiedzi przedłużenia kalendarza Majów.
czy Wojciecha Szackiego z "Gazety Wyborczej" (także na Twitterze): Czy Rostowski już skrytykował finansową piramidę Tuska ;)?
Większym problemem dla Platformy jest jednak fakt, że nawet jeśli ktoś uwierzy w plany premiera, to raczej go one nie porwą. Budowa dróg, kopalń czy energetyka to nie są odpowiedzi na potrzeby rodzin, w których w związku z kryzysem zaczną się problemy z utratą pracy czy brakiem możliwości rozpoczęcia kariery przez młodych. Przeciętny Polak, który posłucha dzisiaj fragmentów wystąpienia Donalda Tuska nie znajdzie w nich wizji poprawy swojej sytuacji. Dlaczego więc miałby przedłużyć premierowi kredyt zaufania?
Część wystąpienia dotycząca polityki prorodzinnej także nie była oszałamiająca. Pomysł z wydłużeniem urlopu macierzyńskiego na pewno jest ładnym hasłem, ale nie wzbudzi wielkiego entuzjazmu ani nie pobudzi wzrostu demograficznego.
Samo wystąpienie było jakby nie w stylu Donalda Tuska. Nie było bon-motów, energetycznej przemowy, chwytliwej wizji… Szef rządu nie zastosował też swojego tradycyjnego zabiegu kija i marchewki. Zawsze obiecywał, ale mówił jednocześnie komu zabierze, sprawiając wrażenie racjonalnego polityka. Tym razem tylko hojnie rozdawał miliardy, jakby w obliczu spadających notowań bał się narazić jakiejkolwiek grupie… To było expose zmęczonego, pozbawionego woli walki premiera. Ciekawie zilustrował to poseł PiS Andrzej Duda, który na Twitter zamieścił zdjęcie Grzegorza Schetyny z dopiskiem: "Grzegorz Schetyna z zainteresowaniem słucha wystąpienia swojego premiera…"
Plan Platformy jest taki, że po wystąpieniu Donalda Tuska PO przejmie inicjatywę w mediach za pomocą konferencji ministrów, którzy mają rozwijać i przedstawiać w szczegółach koncepcje swojego szefa. Wbrew pozorom jest to jednak operacja ryzykowna, bo może zamienić się w festiwal linczowania kolejnych ministrów za nierealne finansowo propozycje i w ten sposób stać się pożywką dla rosnących notowań opozycji.
Wygląda więc na to, że czeka nas decydujący bój na scenie politycznej. Z jednej strony opozycja, która po raz pierwszy od 5 lat może rzucić rządzących na deski, z drugiej ostatnia szansa dla Platformy, by dobrze przygotowanymi i opakowanymi konferencjami przywrócić w oczach wyborców wizerunek rozsądnego, spokojnego i umiarkowanego ugrupowania, które panuje nad sytuacją i zapewni Polsce i jej obywatelom stabilną sytuację. Jeśli Platforma tego nie uczyni, jej notowania jeszcze spadną i mogą już szybko nie powrócić do poziomu, który pozwala myśleć o kolejnej kadencji u władzy.
