
Skoro miała miejsce wpadka, to muszą znaleźć się winni, na których skieruje się społeczny gniew. Premier zlecił już kontrolę w Narodowym Centrum Sportu i ministerstwie sportu.
REKLAMA
Odwołanie meczu Polska-Anglia na Stadionie Narodowym to wielka wizerunkowa porażka. Całą środę Polacy śmiali się z tej sytuacji. Dostało nam się także w zagranicznej prasie. Media i opozycja momentalnie przypomniały słowa Donalda Tuska, który powiedział kiedyś "mój rząd jest jak Stadion Narodowy".
Skoro miała miejsce wpadka, to muszą znaleźć się winni, na których skieruje się społeczny gniew. Premier zlecił już kontrolę w Narodowym Centrum Sportu i ministerstwie sportu. Jej wyniki poznamy w poniedziałek. W mediach trwają oczywiście spekulacje czy stanowisko straci minister Joanna Mucha. W serwisie 300polityka Łukasz Mężyk pisze: "Tylko dymisja ministry Muchy może powstrzymać premiera przed sytuacją w której będzie miał więcej bagażu niż linie lotnicze" akapit wcześniej argumentując "zlekceważenie tego wszystkiego i brnięcie w spin o winie PZPN, czy jakiegoś anonimowego dla opinii publicznej fajtłapy z NCS, będzie poważnym błędem Tuska, który go przybliży do popadnięcia w groteskę. A to sytuacja, która każdego polityka pozbawia powagi, przede wszystkim we własnej partii"
Moim zdaniem odwołanie minister sportu to najgorsze co może zrobić Donald Tusk. Byłoby to bowiem równoznaczne z przejęciem pełnej odpowiedzialności za klapę przełożenia meczu Polska-Anglia. Tymczasem winę można przekonująco zrzucić na co najmniej dwie instytucje. Naturalnym kandydatem jest oczywiście PZPN. To właśnie z tą instytucją utożsamiane są wszelkie niepowodzenia polskiej piłki. Kolejne, w postaci nie zamkniętego dachu, doskonale wpasowuje się w znany i akceptowany przez opinię publiczną obraz.
Odpowiedzialnością można też obarczyć szefa Narodowego Centrum Sportu, które zarządza stadionem. Owszem, jest osobą nieznaną, ale w niczym nie zdejmuje to z niego odpowiedzialności za to, że dach był otwarty, chociaż powinien być zamknięty. Takie tłumaczenie także jest intuicyjnie zrozumiałe dla opinii publicznej. Za to co dzieje się ze stadionem odpowiada jego administrator. Przekonujące, prawda?
Dymisja minister Muchy byłaby tymczasem logiczno-wizerunkowym wygibasem. Po pierwsze postępując w ten sposób Donald Tusk otwarcie przyznałby, że minister Mucha odpowiada za to, kto przekłada wajchę "dach zamknięty/dach otwarty" na stadionie. Opozycja i jej zwolennicy oczywiście tak właśnie uważają, jednak osoby umiarkowane, niezdecydowane w swoich politycznych poglądach, raczej tak nie pomyślą. Po co więc nakierowywać ich na takie rozwiązanie?
Premier dymisjonując minister Muchę stworzyłby niebezpieczny precedens. Powiązałby bowiem każde przyszłe niepowodzenie czy katastrofę z indywidualną odpowiedzialnością członków rządu. Potężny karambol na autostradzie? Minister Nowak do dymisji. Wypadek w kopalni? Minister Budzanowski do dymisji. Nieprawidłowości przy śledztwie ws. Amber Gold? Minister Gowin do dymisji.
Po drugie, jak słusznie zauważa Łukasz Mężyk, "Po miesiącach nadzwyczaj konsekwentnego, jak na tę ekipę, wbijania Polakom do głowy propagandowych obrazków, powstało zlepienie się wizerunku premiera ze wszystkim dobrym co się wiąże ze Stadionem". Postawienie w tej chwili znaku równości między kompromitacją a rządem byłoby więc wizerunkowym samobójstwem.
O wiele lepiej zaserwować opinii publicznej przekaz, w myśl którego Stadion Narodowy jest zbudowany właściwie, możemy nadal być z niego dumni, ale kierować nim muszą ludzie, którzy potrafią się nim posługiwać. Dlatego też powinien zostać zdymisjonowany szef NCS i takiego rozwiązania spodziewam się w wyniku kontroli zleconej przez premiera Tuska.
