Profil Janusza Piechocińskiego na Facebooku

Koncepcja polityczna Janusza Piechocińskiego jest jedną z najlepszych, jakie pojawiły się w ciągu ostatnich lat.

REKLAMA
Janusz Piechociński najpierw zapowiedział, że jest otwarty na środowiska, które odeszły z Prawa i Sprawiedliwości. W ten sposób "puścił oko" m.in. do polityków PJN. W czwartek szeregi PSL zasilił jeden z posłów Solidarnej Polski, Andrzej Dąbrowski. W piątek mogliśmy przeczytać w mediach, że Piechociński chce współpracować z bezpartyjnymi prezydentami miast m.in. Dutkiewiczem (Wrocław), Krzystkiem (Szczecin) i Uszokiem (Katowice). W ten sposób szef Ludowców buduje "aktywne centrum", "od izb rolniczych, przez Stronnictwo Demokratyczne, PJN - aż być może po Solidarną Polskę".
To jeden z najlepszych pomysłów politycznych jakie pojawiły się w ciągu ostatnich lat. W 2011 wg. sondażu TNS OBOP dla TVN przeprowadzonego po wyjściu z lokali wyborczych, elektorat PSL składał się w 43% z ludzi w wieku 40-59 lat, z wykształceniem średnim (41,7%), mieszkających na wsi (63,5%), przeważnie emerytów i rencistów (20,1%). Piechociński widząc, że opieranie się tylko na wsi powoduje, że PSL zawsze jest w okolicach progu wyborczego, chce poszerzyć bazę wyborczą swojego ugrupowania o mieszkańców miast. A po co mozolnie budować poparcie, skoro można po prostu "kupić" znane twarze - mających przeważnie ambicje wykraczające poza miasto, skutecznych samorządowców i polityków, którzy kiedyś byli I lidze, a teraz znaleźli się na uboczu jak środowisko PJN?
Ziobryści, którzy na razie propozycję zdecydowanie odrzucili, mogą jeszcze zmienić zdanie. Jeśli ich notowania się nie zmienią, współpraca z PSL będzie ich jedyną szansą pozostania w polityce z twarzą - wejście do PO czy powrót do PiS nie dają takiej możliwości. Zdając sobie sprawę ze swoich mocnych kart Piechociński zagrał wobec Solidarnej Polski brutalnie - zabrał jej posła, pokazując, że skoro ziobryści nie idą z nim dobrowolnie to on chętnie przyczyni się do strącenia ich w polityczny niebyt. Propozycja robi się więc jedną z tych nie do odrzucenia… Szef PSL nie musi jednak straszyć. Jego oferta dla prawicowych polityków jest dobra. Można ją streścić w ten sposób: My zawsze jesteśmy nad progiem, ale nie mamy poparcia w miastach. Wy macie znane nazwiska, ale małe szanse na sukces wyborczy. Połączmy siły, skorzystamy wszyscy.
PSL+PJN+SP to mieszanka, z której wyłaniają się prawicowe wartości (niskie podatki, zwalczanie biurokracji), chrześcijańska wrażliwość i przywiązanie do tradycji - ciężko oprzeć się skojarzeniom z Platformą Obywatelską w początkowych latach jej działalności. Skoro ten pomysł raz już wypalił, czemu nie miałoby się udać drugi raz? Zwłaszcza, że Platforma Obywatelska przez lata rządzenia przesunęła się nieco na lewo. Piechociński chce więc obejść własnego koalicjanta i zająć miejsce w centrum sceny politycznej, wbijając klin "rozsądku" w wojnę polsko-polską PO-PiS.
Oczywiście to dopiero początek wyboistej drogi, na którą wstępuje lider Ludowców, ale warto ją uważnie obserwować, bo jeśli Januszowi Piechocińskiego uda się ją pokonać, może zmienić polską politykę w podobnym stopniu, jak udało się to Donaldowi Tuskowi czy Jarosławowi Kaczyńskiemu. Inicjatywa Piechocińskiego może poważnie zagrozić pozycji tych dwóch polityków, która opiera się głównie na wojnie polsko-polskiej. Dlatego to oni, będą w tej drodze rzucać mu największe kłody pod nogi. Jeśli Piechociński nie zrezygnuje ze swoich planów, można się spodziewać, że na akty łaski wobec secesjonistów zdecyduje się Kaczyński, a hojne oferty popłyną w stronę samorządowców i polityków PJN z Plaftormy. Nie wykluczone, że na spore wsparcie będzie mogła także liczyć wewnętrzna opozycja w PSL - trzeba pamiętać, że Piechociński wcale nie wygrał wyborów w partii zdecydowanie. Takie jest jednak ryzyko zawsze, gdy w polityce chce się grać o najwyższą stawkę, a nowy prezes PSL wyraźnie ma na to ochotę.