Printscreen z filmu zamieszczonego przez Biały Dom na YouTube

David Cameron, premier Wielkiej Brytanii podczas wizyty w USA nie spotkał się z żadnym z kandydatów Partii Republikańskiej na prezydenta. To dziwne, bo Cameron jest członkiem Partii Konserwatywnej, bliskiej światopoglądowo Republikanom. Co więcej, brytyjski premier udał się z Barackiem Obamą do stanu Ohio na mecz koszykówki. Ten stan jest jednym z kluczowych z punktu widzenia reelekcji Obamy i będzie jednym z miejsc, gdzie jego wyborcza walka z kandydatem republikanów będzie najbardziej zacięta.

REKLAMA
Stwierdzenie, że Cameron włączył się w ten sposób w kampanię Baracka Obamy nie będzie wielkim nadużyciem. Brytyjski premier i jego doradcy na pewno doskonale orientują się w realiach polityki swojego amerykańskiego partnera. Postępowanie Camerona jest także niestandardowe w kontekście historii wzajemnych wizyt przywódców obu państw. Gdy w 2008 USA odwiedzał jego poprzednik Gordon Brown, spotkał się z możliwymi kandydatami na prezydenta opozycyjnej wówczas Partii Demokratycznej: Barackiem Obamą i Hilary Clinton. Opozycji w Wielkiej Brytanii nie zlekceważył też Barack Obama, który podczas swojej wizyty spotkał się z jej liderem, wtedy... Davidem Cameronem.
Premier Wielkiej Brytanii udając się z Barackiem Obamą do Ohio i nie znajdując czasu dla republikańskich polityków, poszedł mocno na rękę urzędującemu prezydentowi. Ten pięknie mu się za to zrewanżował. Oglądając relacje z USA można odnieść wrażenie, że premier Wielkiej Brytanii jest najważniejszym politykiem na świecie.
Oficjalne powitanie Camerona w Białym Domu odbyło się w towarzystwie specjalnie zaproszonych 6 tysięcy gości. Cameron jest też pierwszym zagranicznym przywódcą, który leciał Air Force One, sławnym samolotem pozostającym w dyspozycji amerykańskiego prezydenta. Prezydent Obama wydał także wspaniały obiad na cześć swojego gościa, w którym uczestniczyli m.in. celebryci brytyjskiego pochodzenia.
Kontrowersje, które w Polsce powstały przy okazji niedawnej wizyty kandydata na prezydenta Francji i zarazem lidera sondaży Francois Hollande'a, nie są więc niczym niezwykłym. Stosunek do wizyt zagranicznych gości jest elementem marketingu politycznego. Najdobitniej udowodnił to chyba w zeszłym roku Janusz Palikot. Gdy Barack Obama gościł w Polsce, był ciepło witany zarówno przez Platformę jak i PiS. Nie spodobało się to Palikotowi, który zaatakował prezydenta, premiera i lidera opozycji ostrym spotem:
Różnica jednak jest taka, że z amerykańskim prezydentem i brytyjskim premierem muszą liczyć się przywódcy największych państw, z polskimi politykami już niekoniecznie. Dlatego powinni oni uważać, by demonstracyjne zachowania nie uraziły zbytnio zagranicznych gości, bo może to przynieść w przyszłości szkody nieporównywalnie większe, niż doraźne korzyści.