
W 2010 roku Łódź miała 3 prezydentów. Odwołanego w referendum Jerzego Kropiwnickiego, mianowanego przez premiera komisarza Tomasza Sadzyńskiego i wyłonioną w wyborach powszechnych Hannę Zdanowską. W tym roku sytuacja może się powtórzyć.
REKLAMA
W Łodzi trwa zbiórka podpisów pod organizacją referendum ws. odwołania Hanny Zdanowskiej. Odbywa się ona pod hasłem "Stop likwidacji Łodzi". Jej inicjatorzy, którzy podkreślają apolityczność inicjatywy, są przeciwni prywatyzacji Zakładu Wodociągów i Kanalizacji i innych miejskich spółek, likwidacji szkół oraz rosnącemu zadłużeniu miasta. Pełna lista zarzutów pod adresem Hanny Zdanowskiej znajduje się TUTAJ.
Na początku marca inicjatorzy akcji referendalnej deklarowali, że mają już ponad 30 tysięcy podpisów, ostatnie plotki mówią już o ponad 50 tysiącach. Aby referendum mogło się odbyć organizatorzy muszą zebrać 59 tysięcy podpisów do 3. kwietnia.
Wszystko wskazuje więc na to, że referendum się odbędzie, zwłaszcza że zbiórkę podpisów wsparli związkowcy z Zakładu Wodociągów i Kanalizacji oraz łódzki PiS. Aby odwołać w nim Hannę Zdanowską do urn musiałoby pójść co najmniej 80 tysięcy łodzian, z których większość opowiedziałaby się za odwołaniem urzędującej prezydent. Gdy dwa lata temu odwoływano Jerzego Kropiwnickiego do urn musiało pójść 114 tysięcy, poszło 137 tysięcy. Po ewentualnym odwołaniu Hanny Zdanowskiej Łodzią przez pół roku rządziłby komisarz, wskazany przez premiera, a potem musiałyby się odbyć wybory.
Ciekawe jest to, że wśród zbierających podpisy pod referendum są osoby, które jeszcze niedawno popierały Hannę Zdanowską m.in. Wojciech Bednarek i Jakub Polewski. Bednarek był członkiem Koła Aktywności PO - politycznego zaplecza, które wyniosło Zdanowską do władzy w łódzkim oddziale partii, a w konsekwencji na fotel prezydenta miasta w 2010. Polewski to Społeczny Opiekun Zabytków, który bez powodzenia startował z list PO do Rady Miejskiej w 2010. Jak widać środowiska łódzkiej Platformy nie dzieli tylko konflikt Grabarczyk - Kwiatkowski, ale jeszcze szereg innych, mniejszych sporów.
Wewnętrzne konflikty w PO to jednak nie najważniejszy powód kłopotów Hanny Zdanowskiej. Problemem są dwie duże reformy, które Zdanowska chciała przeprowadzić. Pierwszą, zmiany w szkolnictwie polegające na zamknięciu ponad 20 szkół zablokował wraz z nauczycielskim związkami, rodzicami i uczniami ówczesny lider łódzkiego SLD Dariusz Joński, pomimo tego, że w Radzie Miejskiej Platforma ma samodzielną większość. Drugą reformą, której Zdanowskiej raczej nie uda się przeprowadzić jest prywatyzacja Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. Sprawa jest tak zagmatwana, że z ostatnich deklaracji Urzędu Miasta Łodzi ciężko już nawet wywnioskować, czy Hanna Zdanowska faktycznie chce sprywatyzować spółkę – na razie stanowisko jest takie, że będzie wsłuchiwać się w głos ekspertów i wczytywać w analizy.
Obie te reformy były słabo przygotowane PR-owo. UMŁ nie przeprowadził kampanii informacyjnych, które tłumaczyłaby mieszkańcom korzyści z decyzji prezydent Zdanowskiej. Do łodzian zamiast argumentów rządzących przebiły się więc narracje środowisk, w które zmiany miały bezpośrednio uderzać. Rok temu były to nauczycielskie związki zawodowe wraz z uczniami i ich rodzicami z zamykanych szkół, a w tym roku związkowcy ze ZWiK, którzy straszą łodzian pogorszeniem jakości wody i wzrostem jej cen w sprywatyzowanej spółce.
Zbiórkę podpisów poparło Prawo i Sprawiedliwość, na razie nie przyłączył się SLD, trudno jednak przypuszczać, by Sojusz stanął w obronie Hanny Zdanowskiej. Gdy już dojdzie do referendum Zdanowska stanie więc przed bardzo realną groźbą odwołania. Najciekawsze w całej sprawie jest to, że nawet jeśli tak by się stało, w Łodzi pewnie zostanie po staremu. Komisarza w miejsce odwołanego prezydenta wyznaczy bowiem premier, który wskaże najpewniej kandydata z Platformy. Jedyne więc na co mogą liczyć łodzianie w rezultacie skutecznego referendum, to zmiana frakcji PO rządzącej miastem, ze stronnictwa Grabarczyka, do którego należy Zdanowska, na reprezentanta środowiska Krzysztofa Kwiatkowskiego. Po półrocznych rządach komisarza Łódź czekałyby wybory, w których duże szanse na zwycięstwo miałby ponownie kandydat... Platformy Obywatelskiej.
PO w całym kraju pomimo ostatnich spadków notowań, ciągle cieszy się największym poparciem społecznym. W Łodzi siłę Platformy wzmacnia słabość konkurentów. Łódzki PiS od lat nie może wyłonić spośród swoich działaczy lidera. SLD natomiast straciło swojego – Dariusz Joński przeszedł do partyjnej centrali, obejmując stanowisko rzecznika klubu parlamentarnego. Jego następca Tomasz Trela będzie potrzebował jeszcze dużo czasu, by osiągnąć skuteczność i rozpoznawalność Jońskiego, który na swoją pozycję pracował przez kilka lat. Czarnym koniem prezydenckiego wyścigu mógłby okazać się kandydat Ruch Palikota, być może Krzysztof Makowski, były wiceprezydent, wicemarszałek i wojewoda łódzki, który niedawno przyłączył się do struktur RP.
Jerzy Kropiwnicki został odwołany na niecały rok przed upływem drugiej kadencji. Przed Hanną Zdanowską taka groźba rysuje się już po niespełna półtora roku urzędowania. Czy jest aż tak złym prezydentem, czy łodzianie po prostu nauczyli się, że można szybko pozbyć się prezydenta, który nie spełnia ich oczekiwań?
