Printscreen z serwisu emerytura.gov.pl

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej rozpoczęło kampanię ws. podniesienia wieku emerytalnego. Składa się ona z dwóch spotów telewizyjnych i serwisu internetowego.

REKLAMA
Spot "Stopniowość" przekonuje osoby, które mają przejść na emeryturę w ciągu kilku lat (a więc te, które najgłośniej protestują przeciwko reformie), że to nie one będą nią objęte.

Jednym z głównych punktów serwisu emerytura.gov.pl jest także kalkulator czasu przejścia na emeryturę. On także ma służyć uspokojeniu osób, którym kwestia emerytur jest bliska z racji wieku.
Spot "Demografia" pokazuje zmiany demograficzne, które zaszły w polskich rodzinach i które determinują konieczność podniesienia wieku emerytalnego.
W serwisie emerytalnym możemy zapoznać się z informacjami na temat podniesienia wieku emerytalnego, ograniczenia szczególnych uprawnień w tym względzie dla niektórych grup, projektem i prezentacją na temat ustawy. Administratorzy obiecują też "szczegółowy kalkulator", który pozwoli sprawdzić nie tylko wiek przejścia na emeryturę, ale także jej wysokość.
Cała kampania rusza jednak zbyt późno. Polacy mają już wyrobioną opinię na temat reformy, ciężko będzie ich przekonać do zmiany zdania zwłaszcza, że rząd nie odpowiada wcale na najistotniejsze obawy obywateli. Dla przeciętnego Kowalskiego głównym zmartwieniem, oprócz wieku przechodzenia na emeryturę jest to, czy do tego czasu będzie miał pracę. O tym jednak w całej kampanii rząd nie wspomina ani słowem.
A właśnie na pytanie o pracę po 60-tym roku życia rząd powinien być szczególnie czuły. Kancelaria Premiera zwolniła bowiem 60-letniego fotoreportera Grzegorza Rogińskiego. Temat obiegł media tuż przed Wielkanocą i stanowił bardzo nośny przykład skutków reformy, który na pewno był podnoszony przy niejednym świątecznym stole. Rząd sam zafundował sobie ocenę "każą nam pracować do 67 roku, zapewniają, że praca będzie, a sami zwalniają 60-letniego człowieka" i teraz powinien z nią walczyć. Przemilczenie kwestii pracy po sześćdziesiątce nie sprawi, że ona zniknie. Po to przecież robi się kampanię informacyjną, żeby rozwiać wątpliwości.
Podsumowując kampanię emerytalną należy stwierdzić, że powinna była ona ruszyć dużo wcześniej, zanim swoją ocenę reformy narzuciły społeczeństwu związki zawodowe i opozycja. Z drugiej strony lepiej późno, niż wcale - dobrze, że rząd w ogóle chce przekonywać obywateli i docierać do nich ze swoim przekazem, nie upierając się przy dewizie, że skoro mamy rację to ludzie ją zrozumieją. O ile późny czas przeprowadzenia akcji może być uzasadniony przeciągającymi się negocjacjami PO z PSL i obchodami 2. rocznicy katastrofy smoleńskiej, o tyle nic nie usprawiedliwia przemilczenia przez rząd ważnego wątku reformy - pracy dla osób po sześćdziesiątce. To błąd, który może zaważyć na powodzeniu całej kampanii.