Piękny, ciężki trening
Piękny, ciężki trening

Od Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka jest 8,5 kilometra. Wbiegnięcie zajmuje mi godzinę. Ale to nie jest truchcik. Jeszcze przy Wodogrzmotach Mickiewicza jest w miarę, ale potem na serpentynach serce chce wyskoczyć z klatki żeber. Oddech staje się cięższy. Z każdym metrem w powietrzu jest coraz mniej tlenu i żeby dostarczyć paliwo do pracujących mięśni serce musi pompować krew coraz szybciej. Na szczęście nie muszę za sobą ciągnąć wozu wypełnionego turystami.

REKLAMA
Konie eksploatowane pod Morskim Okiem mają do przejechania niespełna 8 kilometrów. Ostatnie kilkaset metrów – od ostatniego parkingu do schroniska turyści pokonują i tak pieszo. Dla wielu to niebagatelny wysiłek, choć z punktu widzenia całej trasy – tam jest już płasko. W sezonie konie pokonują tę trasę po kilka razy dziennie. Nie ma rozkładu jazdy. Fiakrzy ruszają dopiero wtedy gdy wóz jest pełen. Czasem dopychają dodatkowe osoby, plecaki. Nie ma przepisów, które by ich ograniczały. Każdy pasażer to czysta kasa.
Morskie Oko jest obowiązkowym punktem każdej wycieczki, urlopu pod Tatrami. Asfaltowy podjazd pod niemal samo schronisko sprawia, że miejsce jest w miarę dostępne. Każdego można tam dowieźć. Ale dlaczego do cholery przeładowanymi konnymi zaprzęgami??? Na Polanie Chochołowskiej opłaca się góralom jeździć małymi bryczkami. Pod Rysami – wozy zabierają i kilkadziesiąt osób. W XXI wieku nie byłoby problemem zorganizowanie transportu elektrycznego. Tradycja? Raczej sadyzm.