Długie weekendy mnie męczą. Ten czas, w którym zastyga w Polsce życie. Wielu rzeczy nie da się załatwić, bo połowa Polski jest akurat na długim weekendzie. A druga połowa musi pracować na jałowym biegu, nabijając w swych biurach dupogodziny i nie mogąc niczego w tym czasie załatwić. Pucujemy więc przez kilka dni biurka i półki. Robimy porządek w szufladach. Równo ustawiamy ikonki na pulpicie.
REKLAMA
Męczy mnie liczba takich długich weekendów. Przynajmniej kilka razy w roku powtarza się ten sam rytuał piątkowej kumulacji korków i szaleńczych zakupów. Paraliż miasta, paraliż dróg wyjazdowych, centrów handlowych. Trzech Króli, Wielkanoc, weekend majowy, Zielone Świątki, Boże Ciało, 15 sierpnia, 11 listopada… Chyba coś jeszcze. Nie pamiętam. Mam wrażenie, że co chwila jest długi weekend. W sprzyjających okoliczność długi weekend potrafi trwać 2 tygodnie…
Wkurza mnie ten rytuał, świeckie święto lenistwa, grilla i kiełbasy. Choć uwielbiam wypoczynek - długie weekendy mnie męczą. Idę zatem odpocząć od długiego weekendu. Na sportowo.
Wkurza mnie ten rytuał, świeckie święto lenistwa, grilla i kiełbasy. Choć uwielbiam wypoczynek - długie weekendy mnie męczą. Idę zatem odpocząć od długiego weekendu. Na sportowo.
