Kapuściński kiedyś napisał, że jeśli szukasz dobrego noża musisz go kupić w Afryce. W Europie czy w Stanach produkuje się jednorazówki. Nigdy do tej pory nie było w historii świata tak dynamicznego rozwoju technologii, mocy produkcyjnych. Nigdy mody nie zmieniały się z taką prędkością jak teraz. A nowości nie starzały się tak szybko.
REKLAMA
Mojemu ojcu jedne spodnie starczały na kilka lat. Cerował je, podszywał. Mi telefon komórkowy starcza na rok, czasem dwa lata. Zużywa się mechanicznie, ale przede wszystkim moralnie. Naprawa kosztuje drożej niż nowszy, 3 razy bardziej wypasiony model. Każdemu opłaca się produkować dużo, ale niezbyt trwałych rzeczy. Świat stał się jednorazowy. Korzystamy z czegoś tak długo dopóki działa bez zarzutu. Cicha, postępująca rewolucja pana Gilette…
Czajnik – jednorazówka. Garnek – jednorazówka. Telefon – jednorazówka. Laptop – jednorazówka. Samochód – coraz częściej też. Brakuje mi czasem takiego sentymentalnego przywiązania do jakiejś rzeczy. Kilka drobiazgów, ale raczej starych. Te nowsze – nie mają tej duszy, nie mają potencjału na sentyment.
Czy kiedy nauczymy się, że wszystko jest jednorazowe – przeniesiemy to na nasze relacje z innymi? Jednorazowa przyjaźń – tak długo jak jest fajnie? Jednorazowy związek, którego nie warto naprawiać jak coś się zacznie psuć? Czy nie prościej wyrzucić na śmieci? Tak robimy przecież ze wszystkim…
