W czasach PRL-u przedsiębiorczy Polacy eksportowali w swoich torbach podróżnych dobra niedostępne w innych krajach demokracji ludowej. Do NRD woziło się m.in. krem Nivea, na Węgry – kryształy, a w Rumunii schodził na pniu Biseptol. Ten antybiotyk był podstawą czarnego rynku aborcyjnego w kraju Nicolae Ceaușescu.
REKLAMA
Kiedy w 1966 roku rumuńska Rada Państwa mocno ograniczyła prawo do wykonywania aborcji – problem przerywania ciąży nie zniknął. Powstało za to podziemie, którego głównymi narzędziami były Biseptol i szydełko. Nota bene, rumuńskie prawo w tamtych czasach było znacznie łagodniejsze od właśnie zakwestionowanego polskiego „kompromisu aborcyjnego”. Na szczęście żyjemy w XXI wieku i Unii Europejskiej (jeszcze?) i kobiety nie będą musiały narażać swojego życia biorąc końskie dawki antybiotyku bez nadzoru lekarza. Będą jeździć do Niemiec, Czech, Słowacji. Te biedniejsze nawet za cenę wzięcia chwilówki.
Orestes Kowalski, na Youtube znany jako Everyday Hero, nagrał
Jeśli by komuś rzeczywiście zależało na jak najmniejszej liczbie aborcji, to zamiast uchwalać drakońskie i działające szkodliwie dla sprawy prawo, postawiłby na edukację seksualną. Przygotował programy dla nastolatków, zwiększył dostępność antykoncepcji. Wczorajszy wyrok stał się za to najlepszą reklamą akcji Aborcja bez Granic. Kontakty do jej przedstawicielek są masowo udostępniane również przez osoby, które do tej pory nie poruszały tematów aborcyjnych. Nastąpił efekt Streisand.
Tymczasem Kaja Godek bez maseczki (sic!) krzycząca pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego „Wygraliśmy!” jest najlepszym podsumowaniem tego, co się stało wczoraj. Nie wygrało życie, wygrała ona i jej podobni fundamentaliści, dla których ludzkie życie jest tylko elementem rozgrywki politycznej.
