Jest 5 października 2012 roku. Parę minut po siódmej wracam ze śniadaniem. W oku cyklonu panuje lekkie poruszenie. Poslat, TVN, TVP Info… Dziś Miasto to jest ten „breaking news”. Reporterzy zdobywają kolejne przyczółki. Padła już główna brama.
REKLAMA
Jest 5 października 2012 roku. Wstaję jak zwykle przed siódmą. Zresztą dłużej tu spać się nie da. Od szóstej zaczyna się codzienna krzątanina. Ogarniam leżak i śpiwór, chwilę się rozciągam. Teraz czekanie na otwarcie sklepu. Mycie muszę odłożyć na później, jedyna łazienka na piętrze zajęta. Wreszcie z okna widzę, że pierwszy sklep już otwarty .Zjeżdżam windą z ósmego piętra na wysoki parter. Przed wejściem wozy transmisyjne najważniejszych telewizji informacyjnych, reporterzy mają gorący temat. Za chwilę dowiem się, że jestem w samym środku tego zamieszania. W oku cyklonu panuje absolutny spokój.
W oblężonym Mieście żyje kilka tysięcy ludzi. Często się zmieniają. Niektórzy mają piękny widok na lasy Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, niektórzy na warszawski skyline. W większości mieszkają tu dorośli. Zapuszczeni, przygnębieni. Często płaczą, nerwowo palą papierosy, zdają histeryczne raporty telefoniczne swym rodzinom gdzieś na drugim końcu Polski. Czasem mają laptopa z internetem. Przez kilka dni, tygodni zesłania do Miasta powtarzają ten sam cykl zaklęć, modlitw i przekleństw. Spłukują się – jest tu jednak dość drogo. A na większe wyprawy z Miasta nikt tu nie ma głowy. Choć są i tacy, którzy żyją tu latami.
Jest 5 października 2012 roku. Parę minut po siódmej wracam ze śniadaniem. W oku cyklonu panuje lekkie poruszenie. Poslat, TVN, TVP Info… Dziś Miasto to jest ten „breaking news”. Reporterzy zdobywają kolejne przyczółki. Padła już główna brama. Teraz są przy windach, korytarzach. Chcą ze swymi kamerami upolować mieszkańców Miasta. Ale mieszkańcy, jak to mieszkańcy – przygaszeni spuszczają wzrok. Dla nich najważniejsze jest coś innego. Nie tylko dziś.
Dorośli przyjeżdżają tu po nadzieję. Po ratunek. Przyjeżdżają, gdy nie mają już innej możliwości. Gdy w ich własnych miastach nikt już im nie potrafi pomóc. Targają wielkie walizy, leżaki, reklamówki i torby z zapasami. Poganiają swe dzieci, albo niosą je nadludzkim wysiłkiem na rękach, w nosidełkach. Nigdy nie wiedzą jak długo przyjdzie im mieszkać w Mieście. Ten brak pewności po kilku tygodniach zaczyna łamać najtwardszych. Przestają planować. Liczy się tu i teraz.
Miasto jest trochę labiryntem. Podziemne korytarze kryją skarby i przejścia do innych części. Na pierwszym piętrze się zawsze płacze. Tam jest strefa sacrum. Za czerwoną linię mają wstęp tylko wtajemniczeni. Wszyscy nowi uczą się reguł panujących w Mieście. Uczą się ścieżek, uczą się nazwisk, od których wszystko zależy. Uczą się wszystkich rytuałów i nieformalnych nacisków, uczą się żyć w innej rzeczywistości. Miasto nie przebacza słabym.
Jest 5 października 2012 roku. Ciągle jeszcze ranek, ale czas tu płynie inaczej. Przychodzi do mnie rzecznik prasowy Miasta i prosi żebym powiedział kilka słów do kamery: „Wasza historia jest taka interesująca”. Przyjdzie jeszcze raz i jeszcze raz. Z kolejnymi ekipami telewizyjnymi. Akurat dziś cały Polska jest zainteresowana tym co się dzieje w Mieście. Kilku polityków chlapnie coś głupiego jęzorem żeby zdobyć poklask gawiedzi. Kilka osób pomądrzy się o rzeczach, o których nie mają zielonego pojęcia. Za miesiąc nikt już nie będzie pamiętał o Mieście. Poza tymi, którzy w nim aktualnie mieszkają. Albo mieszkali kiedykolwiek.
Miasto ma długi. Generalnie – z punktu widzenia ekonomii – nie opłaca się go utrzymywać. Udział w PKB kraju jest znikomy, za to pochłania środki, które można by przeznaczyć na sto innych rzeczy. Generalnie inwestycje w Miasto nie zwrócą się nigdy. Weźmy na przykład takiego X. Ma 8 lat, a już Miasto wydało na niego około miliona złotych. Miał dwa przeszczepy wątroby, liczne operacje i zabiegi. Nigdy nie będzie w pełni zdrowym człowiekiem. Każdy kolejny rok jego życia jest obciążeniem dla budżetu kraju. I Miasta, bo pomieszkuje tu regularnie. Z punktu widzenia mądrości, które można dziś usłyszeć od specjalistów – najbardziej opłacałoby się gdyby szybko i bez komplikacji zmarł, nie powiększając już dziury budżetowej. Tyle, że w Mieście żyją praktycznie sami tacy mieszkańcy. Miasto powstało dla nich.
Jest 5 października 2012 roku. Mieszkamy w Mieście już ponad 5 tygodni. Jutro wrócimy do domu. Mamy wielkie szczęście, że jesteśmy wewnątrz. Od dziś Miasto nie może przyjmować nowych mieszkańców. Serwisy informacyjne prześcigają się w relacjach. Jest ładna pogoda i dobrze wygląda w telewizji potężny mosiężny herb na murach – serce wpisane w smukłą literę C.
W oblężonym Mieście żyje kilka tysięcy ludzi. Często się zmieniają. Niektórzy mają piękny widok na lasy Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, niektórzy na warszawski skyline. W większości mieszkają tu dorośli. Zapuszczeni, przygnębieni. Często płaczą, nerwowo palą papierosy, zdają histeryczne raporty telefoniczne swym rodzinom gdzieś na drugim końcu Polski. Czasem mają laptopa z internetem. Przez kilka dni, tygodni zesłania do Miasta powtarzają ten sam cykl zaklęć, modlitw i przekleństw. Spłukują się – jest tu jednak dość drogo. A na większe wyprawy z Miasta nikt tu nie ma głowy. Choć są i tacy, którzy żyją tu latami.
Jest 5 października 2012 roku. Parę minut po siódmej wracam ze śniadaniem. W oku cyklonu panuje lekkie poruszenie. Poslat, TVN, TVP Info… Dziś Miasto to jest ten „breaking news”. Reporterzy zdobywają kolejne przyczółki. Padła już główna brama. Teraz są przy windach, korytarzach. Chcą ze swymi kamerami upolować mieszkańców Miasta. Ale mieszkańcy, jak to mieszkańcy – przygaszeni spuszczają wzrok. Dla nich najważniejsze jest coś innego. Nie tylko dziś.
Dorośli przyjeżdżają tu po nadzieję. Po ratunek. Przyjeżdżają, gdy nie mają już innej możliwości. Gdy w ich własnych miastach nikt już im nie potrafi pomóc. Targają wielkie walizy, leżaki, reklamówki i torby z zapasami. Poganiają swe dzieci, albo niosą je nadludzkim wysiłkiem na rękach, w nosidełkach. Nigdy nie wiedzą jak długo przyjdzie im mieszkać w Mieście. Ten brak pewności po kilku tygodniach zaczyna łamać najtwardszych. Przestają planować. Liczy się tu i teraz.
Miasto jest trochę labiryntem. Podziemne korytarze kryją skarby i przejścia do innych części. Na pierwszym piętrze się zawsze płacze. Tam jest strefa sacrum. Za czerwoną linię mają wstęp tylko wtajemniczeni. Wszyscy nowi uczą się reguł panujących w Mieście. Uczą się ścieżek, uczą się nazwisk, od których wszystko zależy. Uczą się wszystkich rytuałów i nieformalnych nacisków, uczą się żyć w innej rzeczywistości. Miasto nie przebacza słabym.
Jest 5 października 2012 roku. Ciągle jeszcze ranek, ale czas tu płynie inaczej. Przychodzi do mnie rzecznik prasowy Miasta i prosi żebym powiedział kilka słów do kamery: „Wasza historia jest taka interesująca”. Przyjdzie jeszcze raz i jeszcze raz. Z kolejnymi ekipami telewizyjnymi. Akurat dziś cały Polska jest zainteresowana tym co się dzieje w Mieście. Kilku polityków chlapnie coś głupiego jęzorem żeby zdobyć poklask gawiedzi. Kilka osób pomądrzy się o rzeczach, o których nie mają zielonego pojęcia. Za miesiąc nikt już nie będzie pamiętał o Mieście. Poza tymi, którzy w nim aktualnie mieszkają. Albo mieszkali kiedykolwiek.
Miasto ma długi. Generalnie – z punktu widzenia ekonomii – nie opłaca się go utrzymywać. Udział w PKB kraju jest znikomy, za to pochłania środki, które można by przeznaczyć na sto innych rzeczy. Generalnie inwestycje w Miasto nie zwrócą się nigdy. Weźmy na przykład takiego X. Ma 8 lat, a już Miasto wydało na niego około miliona złotych. Miał dwa przeszczepy wątroby, liczne operacje i zabiegi. Nigdy nie będzie w pełni zdrowym człowiekiem. Każdy kolejny rok jego życia jest obciążeniem dla budżetu kraju. I Miasta, bo pomieszkuje tu regularnie. Z punktu widzenia mądrości, które można dziś usłyszeć od specjalistów – najbardziej opłacałoby się gdyby szybko i bez komplikacji zmarł, nie powiększając już dziury budżetowej. Tyle, że w Mieście żyją praktycznie sami tacy mieszkańcy. Miasto powstało dla nich.
Jest 5 października 2012 roku. Mieszkamy w Mieście już ponad 5 tygodni. Jutro wrócimy do domu. Mamy wielkie szczęście, że jesteśmy wewnątrz. Od dziś Miasto nie może przyjmować nowych mieszkańców. Serwisy informacyjne prześcigają się w relacjach. Jest ładna pogoda i dobrze wygląda w telewizji potężny mosiężny herb na murach – serce wpisane w smukłą literę C.
PS.
Dziękujemy wszystkim. Nie jesteśmy w stanie wymienić wszystkich aby nie pominąć nikogo. Jeszcze raz – wielkie DZIĘKI.
Dziękujemy wszystkim. Nie jesteśmy w stanie wymienić wszystkich aby nie pominąć nikogo. Jeszcze raz – wielkie DZIĘKI.
