Droga ucieczki z miasteczka
Droga ucieczki z miasteczka Zdjęcie własne

Miasteczko P. idzie spać dość wcześnie. Rano trzeba przecież dojechać do stolicy.

REKLAMA
Miasteczko P. idzie spać dość wcześnie. Rano trzeba przecież dojechać do stolicy. W miasteczku P. nie ma życia nocnego. Są za to nocne sklepy. W ciągu ostatnich 15 lat liczba mieszkańców wzrosła tu dwukrotnie. Większość nie jest tu u siebie. Są tu tymczasowo. Na zapchanych osiedlach parkują ople astra o rejestracjach LLU, TSK, WZW. Wyczekują swej szansy by przeprowadzić się do stolicy. Przyczajeni by wykonać kolejny skok na drabinie awansu społecznego.
Miasteczko jest połączone ze stolicą linią kolejową i jedną szeroką ulicą. Można szukać objazdów, ale to daremne. Mieszkania są tańsze. Płaci się za to godzinami w porannym i popołudniowych korkach. Kto nie ma pieniędzy, musi mieć czas.
Miasteczko P. jest koszmarnie brzydkie. Chaotycznie nachlapane na mapę osiedla, pawilony, budy. Wszystko zasrane reklamami, bilboardami, bannerami, diapazonami. Plakatami, ulotkami i szyldami. Nie ma tu niczego co skłaniałoby, aby przebywać na ulicach choć chwilę dłużej niż jest to absolutnie niezbędne. Zresztą rano i tak trzeba…
Na obrzeżach miasteczka i wokół niego odrolnione pola stały się miejscem nieskrępowanej ekspresji architektów. Setki dworków, willi, domów jednorodzinnych i hal przemysłowych. Pseudorezydencje wymieszane są z postpeerelowskimi klockami w absolutnie niestrawnych proporcjach. Leasingowane SUV-y mijają polonezy groźnie pokrzykując klaksonami. Obok siebie żyją rasy Morloków i Elojów.
Miasteczko P. jest Polską w mikroskali.