Szanowny Panie Prezesie, W pierwszych słowach mego listu chcę Panu serdecznie podziękować za odwagę. Za to, że nie boi się Pan mówić wprost o cierpieniu, którego Pan doznał. Ale, które też było moim udziałem.

REKLAMA
Warszawa, 13.12.2012 r.
Szanowny Panie Prezesie,
W pierwszych słowach mego listu chcę Panu serdecznie podziękować za odwagę. Za to, że nie boi się Pan mówić wprost o cierpieniu, którego Pan doznał. Ale, które też było moim udziałem.
Podobnie jak Pan – żałuję, że mnie nie internowali w stanie wojennym. Bardzo żałuję. Niestety komuna była wtedy już na tyle ucywilizowana, że nie aresztowała dzieci. Przynajmniej bez powodu. Ach jak żałuję, że to nie były czasy stalinowskie. Mógłbym wtedy trafić do jakiegoś sierocińca o zaostrzonym rygorze i być bohaterem. Jeszcze bardziej. A tak – cierpiałem. Podobnie jak Pan Prezes. Z pewnością dużo bardziej niż ci internowani. Oni mieli właściwie kilka miesięcy wakacji na koszt państwa. Ja byłem ofiarą opresji ze strony tych co zostali. Zmuszano mnie np. do jedzenia szpinaku i sprzątania zabawek.
Panie Prezesie, Pan miał choć imperatyw działania. I tego Panu zazdroszczę. Ja – jako dziecko – w tę czarną noc stanu wojennego skazany byłem na bezsilność. Płakałem, bo wiedziałem, że nie mogę nic zrobić. Im bardziej rozumiałem całą sytuację, tym bardziej beznadziejne wydawało się moje położenie. Czy wie Pan jakim cierpieniem jest to, gdy nie możemy zrobić NICZEGO? Gdy musimy tylko trwać i zdać się na łaskę innych? Po tysiąckroć wolałbym być wtedy internowany. Albo chociaż mieć ten imperatyw działania. Musi Pan wiedzieć, Panie Prezesie, że inni mieli gorzej od Pana.
Z pozoru błahy fakt odwołania teleranka dla Pana był mało znaczącym, choć symbolicznym gestem. Dla mnie to był cios w najczulszy punkt. Zostałem pozbawiony tego co w grudniowy niedzielny poranek było dla dziecka najcenniejsze. Jedynej audycji telewizyjnej. Młode pokolenia wychowane na 24-godzinnych kanałach z bajkami tego nie zrozumie. Ale Pan Prezes na pewno jest sobie w stanie wyobrazić jaką represją to było dla dziecka.
Na Panu jako zaprawionemu w boju opozycjoniście aresztowania nie robiły wrażenia. Ja jednak do dziś mam traumę. Nad ranem wyprowadzali sąsiada, szedł w kurtce i krótkich spodenkach. Wciąż nie mogę się otrząsnąć. A takie historie można by mnożyć.
Oczywiście nie zamierzam tutaj licytować się na cierpienia, choć chyba dla każdego Polaka jest oczywiste (przy okazji dziękuję, że nauczył mnie Pan tej figury retorycznej), że stan wojenny był dużo bardziej bolesny dla dziecka niż dla dorosłego mężczyzny.
Z kombatanckim pozdrowieniem
Tomek
PS.
Panie Prezesie, ponieważ razem żeśmy tę komunę rozmontowywali, to może Pan by jakiś ZBOWiD powołał.