Plotka głosi, że kiedy piłkarze ŁKS zdobyli tytuł Mistrza Polski w 1998 roku pojechali na tourne po Niemczech w autokarze z napisem Verkauf. Był to początek agonii klubu. Sezon później zajęli 11 miejsce, by na koniec kolejnego – spaść do II ligi. Dziś mam niejasne wrażenie, że podobnie dzieje się w Polonii Warszawa. Możliwe są dwa scenariusze.

REKLAMA
W lecie drużyna została zbudowana na ruinach, które zostały po odejściu Józefa Wojciechowskiego. Pomimo odejścia wielu graczy, którzy wydawali się wtedy kluczowymi ogniwami – zespół zaskoczył. Zaskoczył jako kolektyw. Zaskoczył wynikami. Nowy prezes – Ireneusz Król wprowadził w zarządzanie spokój. Czy wprowadzi taki sam spokój w finanse spółki? Wciąż aktualne jest zadane w internecie pytanie: „Czy Król jest nagi?”
Drużyna została zdana właściwie tylko na pieniądze z Canal+, za to z grupą zawodników zarabiających naprawdę duże pieniądze – powyżej 100.000zł miesięcznie. W obecnej sytuacji rynkowej nikt nie zapłaci tyle zawodnikom tej klasy. Sytuacja patowa. I powiększający się „deficyt budżetowy”.
Piłkarze – po naprawdę świetnej rundzie – zajmują 3 miejsce w ligowej tabeli. Utrzymanie na 99,9% jest zapewnione. A taki był plan minimum przed sezonem. Wynik ponad miarę rozbudził nadzieje ponad miarę. Zimowa przerwa weryfikuje te marzenia.
W tej chwili Polonia stoi na rozdrożu. Odeszli ważni zawodnicy. Baszczyński – do Ruchu, Brzyski – do Legii. Teodorczyk odejdzie najpóźniej latem. Wszołek – był jedną nogą w Hannoverze. Cani – czeka na kupca. Dvalishvili – chętnie by zmienił klub na wypłacalny. Pawełek – chce odejść do Turcji. Verkauf. W zasadzie nie ma w drużynie zawodnika „nie na sprzedaż”. Każdy, kto odciąży klubowy budżet, a ewentualnie jeszcze przyniesie do tego budżetu jakąś kasę może odejść. Widać, że z walki o mistrzostwo, a nawet o awans do europejskich pucharów Prezes Król chyba zrezygnował. Ma być tanio. Tym bardziej, że mówi się, że są jeszcze zaległości finansowe wobec Józefa Wojciechowskiego.
I tu pojawiają się dwa warianty dalszego rozwoju sytuacji. Pesymistyczny i optymistyczny. W tej pierwszej wersji Ireneusz Król próbuje na szybko odzyskać zainwestowaną kasę. Część zawodników odchodzi teraz, część latem.
W wariancie optymistycznym – prezes buduje klub na solidnych finansowych podstawach. Redukuje koszty, spłaca długi i próbuje stworzyć utrzymać samofinansującą się spółkę. Przychody pokrywają koszty, nawet jeśli trzeba będzie odpuścić marzenia o europejskich pucharach w sezonie 2013/2014. Boso, ale w ostrogach…