W połowie lat 90-tych zacząłem chodzić na siłownię. Najpierw na hali Gwardii – na tamte czasy była niesamowita. Ale potem przeniosłem się na salkę przy basenie na Inflanckiej. W ciasnych dwóch pokoikach stało kilka przyrządów do ćwiczeń, ze dwie ławeczki. I najlepszy instruktor jakiego spotkałem przez kolejnych 20 lat.
REKLAMA
Pan Michał był wtedy grubo po 40-ce. Silny i krępy. I słuchał „Radia Maryja”. Mały odbiorniczek tranzystorowy wystarczał. W całej siłowni słychać było kolejne audycje. Nie raz, nie dwa wyciskałem na ławeczce gdy w tle słychać było „Święty Boże, Święty Mocny”. Wtedy to była zdecydowanie mniej niż teraz upolityczniona rozgłośnia.
Pan Michał był niezwykle cierpliwy. Spokojnie i dokładnie tłumaczył jak ćwiczyć. Pomagał, sam chętnie podpowiadał i zawsze miał dobre słowo. To on nauczył mnie jak ćwiczyć żeby sobie nie zrobić krzywdy, to przy nim nauczyłem się podstaw metodyki treningu siłowego. Był łagodny i jakiś taki wyciszony.
Niezwykła mieszanka. Siłownia, Radio Maryja i trener inny niż wszyscy…
Kilka lat później poznałem tajemnicę Pana Michała. W latach 80-tych pracował jako sanitariusz w pogotowiu ratunkowym. To właśnie on został oskarżony o śmiertelne pobicie Grzegorza Przemyka. Pan Michał został zmuszony do przyznania się i odsiedział niewinnie kawał wyroku.
Pan Michał był niezwykle cierpliwy. Spokojnie i dokładnie tłumaczył jak ćwiczyć. Pomagał, sam chętnie podpowiadał i zawsze miał dobre słowo. To on nauczył mnie jak ćwiczyć żeby sobie nie zrobić krzywdy, to przy nim nauczyłem się podstaw metodyki treningu siłowego. Był łagodny i jakiś taki wyciszony.
Niezwykła mieszanka. Siłownia, Radio Maryja i trener inny niż wszyscy…
Kilka lat później poznałem tajemnicę Pana Michała. W latach 80-tych pracował jako sanitariusz w pogotowiu ratunkowym. To właśnie on został oskarżony o śmiertelne pobicie Grzegorza Przemyka. Pan Michał został zmuszony do przyznania się i odsiedział niewinnie kawał wyroku.
