Wprowadzenie obowiązkowej matury z matematyki wywołało falę oburzenia. Niestety nie oburzamy się na poziom zadań (kiedyś adekwatny do podstawówki), ale na sam fakt, że ktoś chce „zmusić” biednych uczniów do uczenia się matematyki. Najpopularniejszy argument przeciwników matury z matematyki brzmi: „Ale przecież ja jestem humanistą!”.

REKLAMA
Na początek muszę się do czegoś przyznać. Nie jestem do końca obiektywny. Nie miałem i nie mam problemów z matematyką. Miałem szczęście w odpowiednim momencie trafić na nauczycielkę, która potrafiła mnie zafascynować wspaniałym światem królowej nauk. Niestety większość z nas nie miała tego szczęścia. Zaczął więc funkcjonować mechanizm obronny polegający na lekceważeniu matematyki…
Boli mnie. Fizycznie. Kiedy słyszę „jestem humanistą, więc nie muszę zajmować się liczeniem…”, „matematyka mi się do niczego w życiu nie przyda” odczuwam ból właśnie. Nie potrafię zaakceptować postawy polegającej na stawianiu sobie ograniczeń. Postawy polegającej na pogardzaniu tym, czego się nie rozumie. W imię „humanizmu”. Kiedy ktoś mówi takie zdania – ja słyszę najczęściej „Jestem humanistą, więc nie muszę myśleć”. Dyskalkulia jest dość rzadką przypadłością. Większość osób, które definiują się poprzez odrazę do matematyki – w momencie kiedy trafia do sprzedaży, zaczyna prowadzić własną firmę – nagle zaczyna liczyć. Okazuje się, że nie jest to niemożliwe. Nawet nie takie trudne…
Można utyskiwać na system edukacji, który nie stwarza odpowiedniego pola do poznawania piękna matematyki. Rzeczywiście – w szkole często nauczana jest w nieodpowiedni sposób. Sęk w tym, że dorośli ludzie bezmyślnie starają się sobie przykleić etykietkę „matematycznego analfabety” i szczycą się własną niekompetencją.
Oczywiście – nie chodzi o to żeby każdy z łatwością liczył całki Riemanna albo potrafił udowodnić Twierdzenie Cevy. Chodzi o podstawy logicznego myślenia, rozumienia zależności w świecie wypełnionym liczbami. Również w zawodach typowo „humanistycznych” takich jak prawnik, dziennikarz.
„2+2=5” jest metaforą synergii. Szukajmy takiej synergii różnych dziedzin wiedzy w naszych głowach. Dzięki „renesansowemu” podejściu – możemy bardzo wiele zyskać. A na koniec – krótki filmik o liczbie Pi 