Jest taka wspaniała scena w filmie „Dziewczyny do wzięcia” z kremem sułtańskim. Jedna z bohaterek ma do zjedzenia dwie porcje słodkiego deseru. Jedną, którą zamówiła z koleżankami, drugą zamówioną przez mężczyzn z sąsiedniego stolika. Nie lubi kremu i patrzy na pucharek ze łzami w oczach, ale zjada, bo tak wypada. Finał tej przesłodkiej konsumpcji inna bohaterka podsumowuje słowami „narobiłaś nam wstydu”. Ja tak mam właśnie z muzyką na tzw. Christmas. Zaczyna mi już podchodzić do przełyku…
REKLAMA
Last Christmas, All I Want for Christmas is You, White Christmas… – krem sułtański podchodzi coraz wyżej…
Czasem trafiają się rodzynki… Happy Xmas (War is Over), Merry Christmas (I Don’t Want To Fight)…
Ale za chwilę znowu przesłodzony krem – Driving Home for Christmas, Santa Claus is Coming to Town, Winter Wonderland… – błeee…
Czasem trafiają się rodzynki… Happy Xmas (War is Over), Merry Christmas (I Don’t Want To Fight)…
Ale za chwilę znowu przesłodzony krem – Driving Home for Christmas, Santa Claus is Coming to Town, Winter Wonderland… – błeee…
W sklepie, w radiu – do wyrzygania. A tymczasem można inaczej, zęby nie muszą boleć od nadmiaru cukru. Moje dwa ulubione przykłady, to polska świeżynka – 2different i świąteczny singiel Hurts sprzed 3 lat. Inaczej. Alternatywnie.
A jakie są wasze propozycje alternatywnych piosenek świątecznych?
