
Kiedy rodziły się moje dzieci, gros sprzętu miało przyklejone charakterystyczne czerwone serduszko. Gdy mieszkałem w kilku szpitalach pediatrycznych – logo Wielkiej Orkiestry było zawsze obecne przy łóżkach pacjentów. Dlatego – jak co roku – będę dawał pieniądze na orkiestrę. Jakoś nie zauważyłem pomp infuzyjnych, inkubatorów, pulsoksymetrów czy tomografów podarowanych szpitalom przez największych krytyków WOŚP. Oj, boli…
REKLAMA
Uwielbiam ten festyn dobroczynności na początku stycznia. Poczucie wspólnoty, to że robimy dużo dobrego razem. Euforię i letnią zadymę w środku zimy. Radosne święto zbierania prawdziwych pieniędzy, a nie tylko lajków na fejsie.
Niektórych ta radość boli. W „Imieniu Róży” brat Jorge jest fanatykiem. Nienawidzi wszystkiego co radosne, śmiech jest zagrożeniem. Aby chronić świat uporządkowany zgodnie ze swoją wizją nie zawaha się zabijać. Mentalni spadkobiercy smutnego benedyktyna szaleją więc ze wściekłości dwa razy do roku. W styczniu i w wakacje, gdy gra Przystanek Woodstock. Nie za Wasze pieniądze!
Boli kasa. Nie bójmy się tego słowa. Miliony robią wrażenie. Szczególnie na nieudacznikach. Szczególnie na zawistnych szukających wszędzie spisku zazdrośnikach. Zróbcie coś dobrego, na mniejszą skalę. To naprawdę nie jest trudne. Media chętnie pomogą – wiem, bo w tym roku współorganizowałem charytatywny bieg. Dobroczynność się nakręca, a nie konkuruje. Wiele osób w ciągu roku daje na WOŚP, Caritas, PAH, Unicef i inne działania charytatywne.
Ale chyba najbardziej boli przełamanie „monopolu na dobroć”. To, że ktoś może robić coś dobrego niekoniecznie będąc częścią ich układanki. Sorry – czyn jest dobry. Ludzi oceniać przyjdzie nie Wam.
Nagonka na fundację założoną przez Jurka Owsiaka dawno przekroczyła granicę przyzwoitości. Jest podsycana przez bolszewickich propagandystów, którzy w przedszkolu zamiast budować swoją wieżę z klocków woleli rozwalać pracę kolegów. Bolesne i głupie, nie rozumieją, że stawiając w opozycji dwie dobroczynności szkodzą obu.
Ja jak co roku dorzucę się do puszki. Dobrze zacznę rok. I na pewno na tym nie skończę. Bo dzielenia się z innymi nauczył mnie Jurek Owsiak.
Niektórych ta radość boli. W „Imieniu Róży” brat Jorge jest fanatykiem. Nienawidzi wszystkiego co radosne, śmiech jest zagrożeniem. Aby chronić świat uporządkowany zgodnie ze swoją wizją nie zawaha się zabijać. Mentalni spadkobiercy smutnego benedyktyna szaleją więc ze wściekłości dwa razy do roku. W styczniu i w wakacje, gdy gra Przystanek Woodstock. Nie za Wasze pieniądze!
Boli kasa. Nie bójmy się tego słowa. Miliony robią wrażenie. Szczególnie na nieudacznikach. Szczególnie na zawistnych szukających wszędzie spisku zazdrośnikach. Zróbcie coś dobrego, na mniejszą skalę. To naprawdę nie jest trudne. Media chętnie pomogą – wiem, bo w tym roku współorganizowałem charytatywny bieg. Dobroczynność się nakręca, a nie konkuruje. Wiele osób w ciągu roku daje na WOŚP, Caritas, PAH, Unicef i inne działania charytatywne.
Ale chyba najbardziej boli przełamanie „monopolu na dobroć”. To, że ktoś może robić coś dobrego niekoniecznie będąc częścią ich układanki. Sorry – czyn jest dobry. Ludzi oceniać przyjdzie nie Wam.
Nagonka na fundację założoną przez Jurka Owsiaka dawno przekroczyła granicę przyzwoitości. Jest podsycana przez bolszewickich propagandystów, którzy w przedszkolu zamiast budować swoją wieżę z klocków woleli rozwalać pracę kolegów. Bolesne i głupie, nie rozumieją, że stawiając w opozycji dwie dobroczynności szkodzą obu.
Ja jak co roku dorzucę się do puszki. Dobrze zacznę rok. I na pewno na tym nie skończę. Bo dzielenia się z innymi nauczył mnie Jurek Owsiak.
