
Niedzielny spacer po Warszawie był smutny. Szedłem umierającą Marszałkowską, straszyły mnie puste witryny. Kryzys przetrzebił najemców na reprezentacyjnej kiedyś ulicy. Zostały banki i kebaby. Miejsc kulturotwórczych praktycznie nie ma. Została konsumpcja.
REKLAMA
Kilka dni temu dowiedziałem się, że zniknąć z mapy Warszawy mają kolejne dwa miejsca. Tarabuk i Grawitacja. A sklep spożywczy ma zostać przeniesiony do mało funkcjonalnego (dla sklepu) lokalu. Taki sprytny plan ma Pani Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej. Jej święte prawo. Niestety…
Księgarnię i kawiarnię Tarabuk chyba udało się obronić. Klubokawiarnia Grawitacja najprawdopodobniej 23 kwietnia zniknie z kulturalnej mapy stolicy. Można by pisać o pokazach filmowych w Grawitacji, można by o spotkaniach z podróżnikami, wystawach… Ja zapamiętam ją za zwykłą ludzką twarz.
Krzysztof był kiedyś znanym warszawskim bukinistą. Sprzedawał książki najpierw z łóżka polowego, a później stolika w okolicach Uniwersytetu Warszawskiego. Imponował oczytaniem i własnymi – nie zawsze oczywistymi – opiniami. Miał jeszcze jedną cechę. Czasem ruszał „w tango” i znikał na jakiś czas. Odradzał się i upadał. Pewnego dnia Krzysztof zniknął na dobre. Po mieście poszła plotka, że został zamordowany. Okazało się, że przez kilka miesięcy był na samym dnie, w swoim najgorszym piekle. Kiedy wszyscy postawili już na nim krzyżyk – to właśnie Grawitacja wyciągnęła do niego pomocną dłoń. Krzysztof dostał miejsce, w którym mógł się zacząć na nowo, dostał wsparcie, nową szansę. Od tego czasu – już kilka lat – nie pije.
Boli, że znikają ciekawe miejsca. Miejsca, do których ludzie przychodzą nie tylko na piwo. Zostają puste witryny i ulice bez ducha i charakteru.
Księgarnię i kawiarnię Tarabuk chyba udało się obronić. Klubokawiarnia Grawitacja najprawdopodobniej 23 kwietnia zniknie z kulturalnej mapy stolicy. Można by pisać o pokazach filmowych w Grawitacji, można by o spotkaniach z podróżnikami, wystawach… Ja zapamiętam ją za zwykłą ludzką twarz.
Krzysztof był kiedyś znanym warszawskim bukinistą. Sprzedawał książki najpierw z łóżka polowego, a później stolika w okolicach Uniwersytetu Warszawskiego. Imponował oczytaniem i własnymi – nie zawsze oczywistymi – opiniami. Miał jeszcze jedną cechę. Czasem ruszał „w tango” i znikał na jakiś czas. Odradzał się i upadał. Pewnego dnia Krzysztof zniknął na dobre. Po mieście poszła plotka, że został zamordowany. Okazało się, że przez kilka miesięcy był na samym dnie, w swoim najgorszym piekle. Kiedy wszyscy postawili już na nim krzyżyk – to właśnie Grawitacja wyciągnęła do niego pomocną dłoń. Krzysztof dostał miejsce, w którym mógł się zacząć na nowo, dostał wsparcie, nową szansę. Od tego czasu – już kilka lat – nie pije.
Boli, że znikają ciekawe miejsca. Miejsca, do których ludzie przychodzą nie tylko na piwo. Zostają puste witryny i ulice bez ducha i charakteru.
Jak pomóc Grawitacji?
https://www.facebook.com/nielikwidujmyGrawitacji
https://www.facebook.com/nielikwidujmyGrawitacji
