Byłem wczoraj w Spale, gdzie od kilkudziesięciu lat na przygotowania do sezonu wybierają się zespoły Oresta Lenczyka. Nie inaczej jest ze Śląskiem Wrocław. Mistrz Polski szykuje się do obrony tytułu. Najpierw czeka ich walka o Ligę Mistrzów. Na początek dwumecz z Buducnostą Podgorica z Czarnogóry. To dopiero rozgrzewka - 2. runda. Szanse Śląska na awans do fazy grupowej wydają się minimalne, bo w klubie nie dzieje się najlepiej.

REKLAMA
W Spale Lenczyk ma do dyspozycji 17 piłkarzy - nie licząc młodziezowców, którzy i tak się do niczego nie nadają. Nie ma jeszcze Cristiana Diaza. Ma dojechać dziś - po ośmiu dniach od startu przygotowań wrocławian. To jakaś kpina. Kto w klubie na to pozwolił? Diaz miał ponoć jakieś rodzinne sprawy do załatwienia, ale nikt nie chce powiedzieć jakie. Większość w klubie obstawia, że Diazowi nie chce się wracać do Polski z domu w Argentynie. Piłkarze wkurzeni. Lenczyk aż kipi.
- Na pewno wpłynie to na relacje trener-zawodnik. Już wcześniej były z nim problemy. Wracał z wakcji z nadwagą więc dlaczego teraz miałoby być inaczej. Jeśli on tu tylko przyjeżdża pobierać pieniądze, a kontrakt ma wysoki, to mi się takie podejście nie podoba. Już jesienią przegrywał walkę o miejsce w składzie więc niech się nie zdziwi jeśli teraz będzie podobnie, bo już ma zaległości treningowe. A potem przyjeżdza agent i straszy jego odejściem - mówił mi wczoraj Lenczyk.
Kadra jest bardzo wąska. Odeszło kilku kluczowych piłkarzy. Zwłaszcza obrona mocno sie posypała bo w klubie nie ma przede wszystkim Celebana (przez pół roku nikt nie porozmawiał z nim o nowym kontrakcie!), Fojuta (i tak by nie grał, bo ma poważną kontuzję, za tydzień operacja w Liverpoolu i długa przerwa) i Pietrasiaka (podpadł zarządowi - wpadka z prowadzeniem pod wpływem plus oskarżenia korupcyjne). Odeszło kilku starszych zawodników (Sztylka, Dudek, Wołczek). Nie ma też Madeja. W ich miejsce sprowadzono tylko Sylwestra Patejuka, Rafała Grodzickiego i Marcina Kowalczyka. Z całym szacunkiem, ale Śląsk chce walczyć o fazę grupową Patejukiem?
W klubie się nie przelewa. Kowalczyk gra ponoć w zespole za marne 10 tysięcy złotych. Chce sie odbudować - to zrozumiałe. Z Grodzickim szefowie Śląska mieli negocjować umowę w...Burger Kingu (sic!). Więcej letnich zakupów najprawdopodobniej nie będzie.
Nie wygląda to najlepiej. Widać, że trenerowi Lenczykowi wiele rzeczy nie pasuje i mówi o tym głośno, choć jak na siebie i tak wstrzemięźliwie. O szansach na awans do LM mówi jasno. - Powiedzmy, że w tym temacie zszedłem na ziemię. Jeśli chodzi o obronę mistrzostwa tu nie jest wszystko stracone, bo mamy jeszcze zimowe okno transferowe. Wiele może się wydarzyć - mówi.
Z taką kadrą - mocno okrojoną, bez poważnych wzmocnień w ataku, z rozsypaną obroną o Champions League będzie bardzo trudno. Śląsk zwyczajnie nie ma argumentów. Polityka klubu nie pozwala mieć większych nadziei, o czym mówi kapitan Sebastian Mila. - Zrobiłbym to wszystko inaczej, ale jestem od grania nie zarządzania.