Nie są najbardziej przebojowi w całym zespole. Niczym się specjalnie nie wyróżniają. Nie odstają, ale i nie wybijają się. Nie wprowadzają rewolucji, raczej podążają za liderem. Czasami zastanawiasz się, co można o nich powiedzieć i za co mają płacone? Za to, że liderzy mogą ze sobą wytrzymać. Oto ludzie środka.
REKLAMA
Polska młodzież całkiem nieźle radzi sobie w zadaniach, w których liczą się indywidualne zdolności. Na przykład w OECD'owskim teście PISA w zadaniach z matematyki radzimy sobie doskonale. Dramatycznie wypadamy natomiast w testach sprawdzających zdolność do pracy zespołowej. Jednym z czynników mających na to wpływ jest nasz rodzący się egoistyczny indywidualizm. Ale nie tylko.
Wielu menadżerów, kompletując swoje zespoły, stara się, by złożone były one z gwiazd. Ekspertów, ludzi osiągających jak najlepsze wyniki. Gdy wynik zadania, którym się zajmują zależy od pojedynczych osób, jest to jak najlepsza strategia.
Gdy jednak nad jakimś projektem pracuje już kilka osób, sytuacja się komplikuje. Skuteczność zespołu, w którym jest 6 ekspertów i najlepszych na świecie pracowników, jest wątpliwa. Dzieje się tak ze względu na pojawiającą się rywalizację, spór o palmę pierwszeństwa. Często staje się to ważniejsze od realizacji celu.
Największą efektywność osiągają zespoły, w których obecność "gwiazd" jest równoważona "ludźmi środka", czyli osobami skoncentrowanymi na realizacji celów zespołowych - bardziej niż indywidualnych. Pracowników, którzy raczej podążą za dobrym pomysłem, niż go przedstawią. W sytuacji konfliktu - opowiedzą się za którąś ze stron, co przeważy szalę i go zakończy. To także osoby, które w nagłych przypadkach będą w stanie zastąpić na jakiś czas "gwiazdy".
Grupy, w których występują ludzie środka - z niedookreślonymi rolami, poglądami, mają dużą zdolność do modyfikacji swoich schematów działania, dostosowywania się do nowych warunków wewnętrznych i zewnętrznych. Dlatego szanujmy ludzi środka - bez nich nie wygramy najważniejszych spotkań.
