W ramach debiutu na łamach NaTemat, rozpocznę od mojego ulubionego leitmotivu: karty nauczyciela. Kilka dni temu media odnotowały kolejną rundę tańca dookoła tej ustawy. Minister Szumilas, ku zadowoleniu związków nie zwiększy pensum „przy tablicy”, za to dyrektor będzie mógł o tydzień dłużej dysponować czasem nauczyciela. Dopiero po 20 latach i to tylko raz (do tej pory po 7 – trzy razy) pedagog będzie mógł skorzystać z roku dla poratowania zdrowia. Nauczyciele będą musieli także dokumentować swój „nietablicowy” czas pracy za pomocą znanych z korporacji i projektów europejskich „timesheetów”.
W swojej konstrukcji obowiązująca ustawa dostosowana jest do rytmu pracy, w którym nauczyciel w szkole przekazuje wiedzę przez niecałe 20 godzin w tygodniu, pozostały czas poświęca na sprawdzanie zadań domowych, sprawdzianów, przygotowywanie lekcji. Od czasu do czasu ma się spotkać z rodzicami, kolegami z pracy w ramach rad pedagogicznych, doszkolić się.
Nie trzeba szukać daleko, by znaleźć ciekawe rozwiązania. We Francji nauczyciele prowadzą zajęcia przez 4 dni w tygodniu. Piąty poświęcony jest między innymi na zespołową pracę nad szkołą.
