Po publikacji Wyborczej wywiadu z prof. Zbigniewem Nęckim na temat wydawania szybkich, medialnych diagnoz na przykład co do madziowej mamy, część moich kolegów po fachu zabrało się za podpisywanie internetowych petycji wzywających do tego, by na potrzeby mediów nie eskalować nienawiści, adresowanej m.in. do ww. profesora. Cóż, zdaje się, że przyganiał kocioł garnkowi.

REKLAMA
Chciałem moim kolegom zacytować dwa ustępy kodeksu etyki psychologa przyjętego przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne:
(...) Psycholog nie jest obojętny na odstępstwa od zasad etyki zawodowej ze strony innych psychologów. Stwierdzając nieetyczne postępowanie kolegi w sprawach zawodowych lub dowiadując się o takim zachowaniu, psycholog stara się przekonać go o niewłaściwości jego czynów, korzystając gdy trzeba, z pomocy innych kolegów. Jeśli taka interwencja okazuje się nieskuteczna, psycholog zgłasza sprawę do zarządu oddziału PTP, który określa dalszy sposób jej załatwienia.
Krytyczna ocena pracy i działalności innych psychologów nie powinna mieć charakteru deprecjonującego osobę i w żadnym przypadku nie może służyć do rozgrywek osobistych. Psycholog powstrzymuje się od wydawania takich ocen w obecności osób postronnych, dbając o nie podważanie zaufania do psychologii i psychologów. (...)
Nie wiem, czy Zbigniew Nęcki jest członkiem PTP. Chciałem się jednak zapytać, jak internetowa droga - petycje w sieci, ma się do prób przekonywania o niewłaściwości czynów (osobiście, jak rozumiem sens tego akapitu)? Czy cała sieć to nie są przypadkiem osoby postronne?
Nie chcę tutaj dyskutować na temat zachowania profesora - robiąc to wpisywałbym się w ten sam nurt, który uważam za nieetyczny. Tylko pytam - ilu z Was spróbowało zwrócić uwagę Nęckiemu osobiście lub przez kolegów. Po co używacie petycji.pl ? I nie chodzi mi o to, by milczeć w sytuacji, gdy uważacie że ktoś z nas robi coś, co może krzywdzić ludzi. Zapis o niepodważaniu zaufania ma sens. Bo to, co ludzie usłyszą z tego, co mówicie, ma znaczenie na przykład w sytuacji gdy ktoś zastanawia się, czy przyjść po pomoc do psychologa, gdy ma myśli samobójcze. Dlatego lepszym narzędziem wpływania na nas samych jest indywidualny kontakt, a gdy ktoś nie ma w sobie za grosz pomyślunku, to środowiskowa infamia, bez kamer i sieci. Zarzucacie koledzy nieetyczność, a sami dalecy od tego nie jesteście.
Dotykamy tu także innego problemu - braku działającej ustawy o zawodzie psychologa. Gdyby rządy od kilku lat nie łamały prawa nie wprowadzając jej w życie - moglibyśmy po prostu zabronić (w ostateczności) nazywania się psychologiem. A tak - hulaj dusza - piekła nie ma.