
Z przykrością stwierdzam, że "szkolenia" w dyskusji medialnej od jakiegoś czasu stanowią swojego rodzaju chłopca (ców?) do bicia. Co trochę jakiś polityk chcący grzmieć jak to w Polsce jest źle daje przykład marnowania pieniędzy publicznych za pomocą szkoleń. Najczęściej ten człowiek nie ma zielonego pojęcia, o czym mówi, niepokojący jest jednak fakt występowania takiego stereotypu. Pora się zastanowić co buduje to uogólnienie.
- nieodpowiednio przygotowani trenerzy
- zła diagnoza potrzeb szkoleniowych
- zamówienia publiczne i kryterium "najniższa cena"
- wypalenie zawodowe trenerów
- oczekiwanie, że zmianę w organizacji/na poziomie uczestnika da się osiągnąć tylko za pomocą szkolenia
- narcystyczny sposób prowadzenia szkolenia
Jesień jest czasem, w którym zwłaszcza aktualne są tematy związane z szeroko rozumianą higieną psychiczną w pracy. Jest to szczyt sezonu - w wielu instytucjach, firmach, po wakacyjnym przestoju ruszają różnego rodzaju programy rozwojowe. Klienci są pełni zapału do wprowadzania zmian - stąd dużo szkoleń.
Dlatego też - dbajcie o siebie koledzy trenerzy. A następnym razem o innych czynnikach.
