Fundacja Falochron

Z przykrością stwierdzam, że "szkolenia" w dyskusji medialnej od jakiegoś czasu stanowią swojego rodzaju chłopca (ców?) do bicia. Co trochę jakiś polityk chcący grzmieć jak to w Polsce jest źle daje przykład marnowania pieniędzy publicznych za pomocą szkoleń. Najczęściej ten człowiek nie ma zielonego pojęcia, o czym mówi, niepokojący jest jednak fakt występowania takiego stereotypu. Pora się zastanowić co buduje to uogólnienie.

REKLAMA
Powodów, dla których szkolenia nie przynoszą zakładanych/oczekiwanych rezultatów jest bardzo wiele, trudno je zmieścić w jednym tekście. Do najważniejszych według mnie należą:
- nieodpowiednio przygotowani trenerzy
- zła diagnoza potrzeb szkoleniowych
- zamówienia publiczne i kryterium "najniższa cena"
- wypalenie zawodowe trenerów
- oczekiwanie, że zmianę w organizacji/na poziomie uczestnika da się osiągnąć tylko za pomocą szkolenia
- nierealistycznie formułowane oczekiwane rezultaty szkolenia: w dużym skrócie - obiecujemy bardzo wiele w bardzo krótkim czasie w bardzo dużych grupach
- narcystyczny sposób prowadzenia szkolenia
- brak miejsca do przekładania zdobytych doświadczeń na wiedzę o funkcjonowaniu grup, temacie zajęć (freelancerstwo bez funkcjonowania w środowisku).
Jesień jest czasem, w którym zwłaszcza aktualne są tematy związane z szeroko rozumianą higieną psychiczną w pracy. Jest to szczyt sezonu - w wielu instytucjach, firmach, po wakacyjnym przestoju ruszają różnego rodzaju programy rozwojowe. Klienci są pełni zapału do wprowadzania zmian - stąd dużo szkoleń.
Poza oczywistym przemęczeniem wynikającym z samej liczby przepracowanych godzin/przejechanych kilometrów, bardzo wpływającym na jakość pracy jest czynnik związany z osobistym rezonansem trenera w kontakcie z ludźmi. Szkoleniowcy często zapominają lub w ogóle nie wiedzą, że nawet w przypadku szkoleń "twardych" - na przykład dotyczących obsługi jakiegoś urządzenia, w grupie są adresatem bardzo wielu trudnych, sprzecznych emocji. Wiąże się to ze stosunkiem do autorytetów poszczególnych uczestników (zbudowanym w dużym skrócie w relacjach z rodzicami), a także z przebiegiem procesu grupowego.
Grupa rozwija się podobnie jak człowiek (rodzi, uczy się życia, dojrzewa, przechodzi okres buntu, funkcjonuje po dorosłemu, umiera) i podobnie jak dziecko/dorosły w różny sposób podchodzi do swojego "ojca" - czasem bardzo potrzebuje, a czasem złości się i odrzuca. Adresatem tych różnych emocji jest trener, który często nie zdając sobie z nich sprawy, reaguje pod ich wpływem zachowując się w sposób niewspierający proces zdobywania kompetencji (tak jak nie zawsze czynią to rodzice).
Przy bardzo intensywnym i częstym kontakcie z grupami zmniejszają się możliwości skutecznego reagowania na potrzeby grupy, o których informacje trener może uzyskiwać z "czytania" własnych emocji do uczestników. Każdy z nas ma swoją granicę, po której nie jest już w stanie "przeżywać" kolejnej grupy. Prowadzi to z jednej strony do obniżenia skuteczności szkolenia - trener nie jest w stanie reagować na potrzeby poszczególnych uczestników, a z drugiej do wypalenia zawodowego, depresji, czy nawet różnego rodzaju wypadków. Prawie każdy z nas w "branży" zna osobiście kogoś, kto miał wypadek samochodowy podczas powrotu z trudnego szkolenia.
Smutnym jest fakt, iż niewielu trenerów bierze ten aspekt pod uwagę. W swoim przygotowaniu do pracy proces budowania relacji z grupą, zwłaszcza od strony psychologicznych mechanizmów powstających w trakcie tego procesu: przeniesień, przeciwprzeniesień, procesu grupowego, ambiwalentnego i wrogiego stylu przywiązania, bywa pomijany. Duża część trenerów nie przechodzi w czasie swojego programu szkoleniowego treningu interpersonalnego, który nie tylko pozwala na doświadczenie "od wewnątrz" procesu grupowego, ale i zaznajamia trenera z własnymi emocjami, które pojawiają się w poszczególnych fazach rozwoju grupy.
W dodatku, firmy szkoleniowe bardzo często oszczędzają na superwizji dla swoich trenerów. Jest to forma edukacji połączona z dbaniem o swoją higienę psychiczną. Trener opowiada superwizorowi przebieg przeprowadzonego szkolenia (zwłaszcza trudnego). Pozwala to trenerowi zrozumieć co trudnego wydarzyło się w czasie szkolenia (a więc jak uniknąć podobnej sytuacji w przyszłości), ale i na "oddanie" części trudnych emocji superwizorowi, co poprawia możliwości "czystego" kontaktu z następną grupą.
Znaczenie tych czynników jest bardzo duże dla skuteczności szkolenia w grupie zbudowanej z ludzi o dużym potencjale umiejętności społecznych, lecz w przypadku grup "deficytowych" - na przykład bezrobotnych (oczywiście - nie każdy bezrobotny to osoba mająca deficyty w kontaktach społecznych, jednak przebywanie "na bezrobociu" bardzo pogarsza ogólne funkcjonowanie człowieka), ma już znaczenie kluczowe.
Dlatego też - dbajcie o siebie koledzy trenerzy. A następnym razem o innych czynnikach.